Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

1.2 Definicje ciała, duszy i ducha, czyli skafander na ten świat

 

Zacznijmy od definicji najważniejszych. Oto taka definicja- czyli kim jestem. Sentencja łacińska Nosce Te Ipsum, czyli poznaj siebie, o tym właśnie mówi. Kim jestem, co nazywam sobą, co to jest „ja”? Nikt się nad tym nie zastanawia - a to bardzo ważne gdy mowa o rozwoju osobistym. Ludzie rozprawiają o świadomościach, bogach, duchach, duszach i innych rzeczywistościach… ale niewielu potrafi na przykład powiedzieć, co ze „mnie” ma do tych rzeczywistości przeniknąć i jak? Co oznacza słowo „ja”? To, co wewnątrz mojej skóry to „ja”- co na zewnątrz to „nie ja” wielu odpowie i  to jest definicja poprawna na ten świat. Ale ciało nie jest jedyną częścią mnie, mam jeszcze uczucia, mam myśli, odczucia, mam też fantazje, wyobraźnie, intuicje, inspiracje… to wszystko zjawiska spoza ziemskiego pojęcia „ja”. Praktycznym sposobem na to rozróżnienie jest uznanie starożytnych definicji, bo są poprawniejsze od dzisiejszych. Kiedyś człowiek to było ciało  + dusza + duch (dziś niestety samochód + ubranie + ciało + botox czasem jeszcze). Poniższa definicja okazała się działać dla mnie- więc się nią podzielę. Człowiek jest trójcą, gdyż istnieje w potrójnej rzeczywistości (nie dualnej, jak wielu teoretyków powtarza). Człowiek ma myśli, które pochodzą od ducha, emocje pochodzące z duszy oraz percepcję fizyczną, która jest projekcją tego, co myśli duch i czuje dusza, a wyświetla sobie i ogląda ciało. Taka pętla. Czasem używa się też pojęć ciało mentalne, astralne i fizyczne– to także jedno i to samo. Duch to ciało mentalne, dusza to astralne. a fizyczne… to fizyczne. Używa się także pojęć świadomość, podświadomość i nadświadomość, to także jedno i to samo. W naszym Świecie używa się także pojęcia „inteligencja emocjonalna”- to inaczej zdolność duszy do myślenia symbolami. Ona nie potrafi myśleć logicznie, uczy się dopiero, korzysta z logiki symbolicznej- jeszcze nie dedukcyjnej. Umie tylko myśli czuć oraz dodawać lub odbierać im znaczenia emocjonalne. To z duszy czujemy przyjemność lub ból. To duch myśli generuje, dusza dodaje im wyrazu emocjonalnego, a ciało je odbiera. Na zlepek ducha i duszy mówi się też „wyższe ja” – ale z naciskiem na JA. Dlatego z naciskiem, gdyż nie są to jakieś protezy dodane do człowieka, to są nasze integralne części. Nawet nasze codzienne myślenie jest stałą interakcją ducha, duszy i mózgu, bez udziału duszy człowiek nie ma emocji, a bez udziału ducha ma pustkę w głowie. Ująłem to w ten sposób, aby ukazać, że opinia mówiąca, iż nasze życie ziemskie jest oderwane od duchowego jest niemądra i nieprawdziwa. Nawet w wysmarkaniu nosa duch i dusza biorą czynny udział.

Rola ciała fizycznego jest czysto pasywna, ono jest jedynie skafandrem na dusze. W każdym środowisku ubieramy inne ubrania, prawda? Na plaży kąpielówki, na Syberii futra, a w środowiskach wyjątkowo nieprzyjaznych ( jak próżnia kosmosu ) ubieramy hermetyczne skafandry, prawda? No to ciało fizyczne jest takim właśnie skafandrem na duszę. Kombinezonem, nic więcej. Jest to fantastyczny kombinezon – bo ma własny komputer pokładowy, sztuczną inteligencje, opinie i wolę. Mówiąc obrazowo to S klasa – ABS, CD, DVD, GPS, przyciemniane szyby i bajerów, co niemiara – ma także autopilota. Autopilot to inaczej instynkt. Ale to jest tylko skafander. Posiadający komputer pokładowy – biologiczny komputer – mamy już dziś takie, mówimy na nie „komputery neuronowe”. Nic w tym niezwykłego. Trzeba tylko zrozumieć, że jak w samochodzie – komputer ma dbać żeby zapłon w silniku pracował równo, przyspieszenie było dobre i spalanie nie duże. Komputer to tylko komputer– nie jest kierowcą – ale jego sztuczna inteligencja próbuje kierować, bo chce chronić dusze. Kiedy autopilot napotka okoliczności, na które ma zaprogramowane reakcje – po prostu reaguje. Taki ma program i wykonuje go ze stuprocentowym zaangażowaniem… a mówi się przecież, że nadgorliwość gorsza od faszyzmu, prawda? Tak właśnie ciało fizyczne działa. Ma kierowcę, ale ma też program w autopilocie zdejmujący z kierowcy tyle obowiązków, ile tylko się da – dla jego wygody. Nie jest wszystkim, co istnieje, jest ledwo wehikułem, w którym dusza doświadcza smaków rzeczywistości wygenerowanych przez ducha. Czyli kierowcą ciała fizycznego jest dusza, a na siedzeniu pasażera siedzi duch i podpowiada „za 100m ostro w prawo, potem prosto…”. Można ten zestaw ciał i tak wyjaśnić. Obrazowo mówiąc, lotny jak piórko duch jest ubrany w jedwabną rękawiczkę duszy, która jest ubrana w pancerną rękawicę ciała fizycznego. Trzy kulki, jedna w drugiej. To jest człowiek w pojęciu duchowym. Jeszcze inny podział określa dusze jako podświadomość, a ducha jako nadświadomość. Istnieje jeszcze cała masa innych podziałów, ale dla praktyki tej książki są zbędne, więc ich nie będę tu zamieszczał. Ciało fizyczne więc to tylko skafander, jednak niesamowity skafander. Ma wmontowaną sztuczną inteligencję, która potrafi  kojarzyć fakty przy pomocy dedukcji. Posiada – jak Sherlock Holmes– zdolności intelektualne zwane dedukcyjnymi. Skafander powstał tylko dla ochrony młodej duszy, która teraz już dorosła do skoku ewolucyjnego w wyższe gęstości, a więc i skafander trzeba przeprogramować na nowe możliwości kierowcy. Kierowca do tej pory bał się jeździć po mieście, więc w nawigacji miał tylko mapę okolicy swojego domu, ale teraz się odważył i chce już jechać w korki miejskie, jednak w nawigacji dalej jest zapamiętana tylko stara mapa. Trzeba mu uaktualnić program autopilota, bo dotychczasowe zachowania każą mu wjechać w jezioro albo coś gorszego. Osiągnął kolejny stopień wprawy i rwie się żeby go użyć – i po to powstają takie książki jak ta. Bo to nieprawda, że ludzkość czeka jakieś Wniebowstąpienie nagłe, skok w jakiś inny niefizyczny wymiar czy coś takiego. Czeka nas rozwój dalej i dalej, dużo szybciej niż dotychczas – ale nie pozbędziemy się ciał fizycznych tak od razu. Dopóki mamy jakikolwiek związek z fizycznością –będziemy mieli jakieś wersje ciał. Tylko, że to jest proste jedynie w teorii… Jak ktoś tego spróbował – wie o czym mówię. Ciało to komputer z własnym programem – a sztuka polega na wymianie windowsa na linux bez resetowania komputera.  Ot cała sztuka….  Powie teoretyk. Praktyk rozbije się jednak o betonową ścianę błędnych definicji w pamięci komputera, skafander uniemożliwi mu dalsze działania bo uzna je za zagrożenie i komputer się zresetuje. Kierowca zobaczy „niebieski ekran” i nic więcej, zdenerwuje się tylko. A jedyny program skafandra to „zapewnić duszy przetrwanie”. Ma i inne podprogramy, ale ten jest główny. Skafander więc robi to, do czego został stworzony, najlepiej jak umie. W wyższych rzeczywistościach program jaki jest potrzebny nazywa się „altruizm”, w tej jednak ten program to „egoizm”. Stąd na podstawowy program komputera, jego system „windows” póki co, mówi się też „ego”. Jest jednak do tej definicji dopięte negatywne znaczenie, że to coś złego, niszczycielskiego, że trzeba się tego pozbyć, unieszkodliwić i zniszczyć. To niestety wkład ludzi takich jak panowie Freud i Jung, którzy opracowali ten temat na użytek medycyny wybiórczej, czyli leczącej efekty – a nie przyczyny. Ego nie jest złe – bo zło w ogóle nie istnieje, to tylko złudzenie pochodzące z niezrozumienia rzeczywistości. Ktokolwiek ma prawdziwy obraz rzeczywistości nigdy nie narzuca swojej woli innym, ani nie niszczy niczego, co istnieje. Ego jest jak niedojrzałe jabłko – jest po prostu niedojrzałe, nic więcej. A nie niszczymy zielonych jabłek przecież, wiemy, że dojrzeją jak da się im czas…. I po to właśnie istnieje czas. Tylko i wyłącznie. Dusza uczy się w swoim tempie – jeszcze ma poczucie czasu, ale już rozciągnięte do stopnia gumy i potrafi go kontrolować – ciało fizyczne  jeszcze nie. Ciało ludzkie w tej chwili składa się z trzech gęstości materii – ciało stałe, ciecz i gaz – i dlatego tylko te trzy stany postrzegamy. Choć jest ich więcej. I ciało fizyczne po zmianie programu samo będzie porzucało gęstą materię, zastępując ją rzadszą. Aż do postaci czystej plazmy (plazma to płomień inaczej mówiąc, popatrz na płomień świecy – tak kiedyś będziesz wyglądał – tylko w kształcie kuli). Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale to właśnie nas czeka. To nowe ciało także będzie potrzebowało komputera. Ego więc wcale nie ma zostać zniszczone, a jedynie wychowane. Gdy jakieś wcielenie zakończy się wdeptaniem ego w ziemię – jest ono stracone, bo dusza powtarza wtedy klasę jeszcze raz próbując. Bardzo często tak się dzieje wbrew pozorom, bo świat pełny jest niszczycielskich idei, które zazwyczaj zagnieżdżone są w nieprzemyślanych definicjach. To jakby lecieć samolotem, który w autopilocie ma zaprogramowane wylądowanie w lesie. Czyli coś bardzo ważnego i groźnego się w nim dzieje, ale pilot o tym nie wie. Komputer pokładowy ciała fizycznego używa definicji, ale nie przykłada uwagi do ich znaczenia. To zupełnie jakby wojną można było osiągnąć pokój, albo głodem się najeść. To nie tylko oczywisty oksymoron, ale i zupełna beztroska o własne życie i ego musi to zrozumieć. Nasze myśli stają się naszym życiem i nie da się ich uporządkować, dolewając jeszcze więcej chaosu do już istniejącego. Jak w tym kawale – przychodzi facet do lekarza i mówi – poproszę tabletki na chciwość, tylko dużo, dużo duuużo. Bez sensu – prawda? Ego musi tylko uporządkować to, co w sobie ma zaprogramowane, bo to wszystko jest jego zdobyczą ewolucyjną i nic z tego nie będzie niszczone. Ego powinno to dobrze zrozumieć. Wszystko, co istnieje teraz – będzie istnieć zawsze, bo istnieje tylko wieczne teraz, albo chwilowe zawsze jak kto woli. To to samo.

 

 


Pola oznaczone * są wymagane.


Uwaga! Wiedza zmieniająca światopoglądy! 

Wnioski zamieszczone na tej stronie są subiektywną prawdą autora,

i zrozumiałe jest, że mogą rodzić kontrowersje.

 

Fanpage