Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

2.2 Opróżnić szklankę, -tarot, kabała, astrologia, huna i inne intelektualne zupy

 

Jest takie buddyjskie porównanie, tłumaczące powód blokady w rozwoju, mówi się o nim „pełna filiżanka”. Jest bardzo mądre, użyjmy go zatem. Otóż mówi ono, iż czasem człowiek tak się napełni poglądami i opiniami że nic więcej mu się w „środku” nie zmieści, jak w pełnej filiżance. Dokładnie mówiąc pamięć komputera się zapełni, obrazowo mówiąc ekran komputera wyświetli komunikat „out of memory”. Dla zainteresowanych powiem że gdy liczba wzajemnie wspierających się poglądów sięgnie 72- staje się fortecą, gdy na dodatek te poglądy wzajemnie się usztywniają zamiast uelastyczniać- jest to stan pełnej filiżanki, do której już nic więcej się nie zmieści. Co najciekawsze stan ten jest dziś bardzo częsty, ale 90% ludzi znajdujących się w nim tego nie rozpoznaje. Taki zestaw 72 poglądów sam siebie umacnia, nie daje się wzruszyć niczym. Istnieje głębsze wyjaśnienie tego, dla ścisłowiedów powiem że widać to w naturze, podczas mitozy komórek. Gdy komórki się mnożą układają się w zestawy po 8 (co jest wykorzystane w zaszczepianiu idei, policz ile próśb ma modlitwa „Ojcze Nasz”), idea 9 zestawów po 8 to uproszczona merkava, a 8 razy 9 to dokładnie 72. Jeśli miałeś jakiś kontakt z magią hermetyczną pewnie obiło Ci się o uszy pojęcie „72 geniuszy Merkurego”? Lub jeśli oglądałeś film „Pi” - jest tam poszukiwanie świętego imienia Boga, składającego się z 216 liter- 216 to 72 razy 3, skoro 72 to jedna osobowość, to 216 to 3 osoby… Bóg jest w 3 osobach? Klocki pasują, prawda? Nie będę tu jednak robił wykładu z kabały. Chce tylko ukazać że istnieje bardzo konkretny powód dlaczego właśnie 72 to liczba idei zawartych w „filiżance” – jest to liczba „śrubek” ludzkiego intelektu. Jest najbardziej plastyczna ze wszystkich, daje się dzielić przez 2,3,4,6,8 i 9. Jest to więc najbardziej uniwersalna liczba w zakresie do 100. Liczba żywiołu powietrza powiedziałby hermetyk lub kabalista. Intelekt jest zwiewny, zmienny i plastyczny- jest więc najłatwiej jego „klocki” ustawiać w pakietach po 72. Gdy wszystkie te klocki się ruszają i wzajemnie ze sobą oddziałują zyskują osobowość, mają własne poglądy i uzyskują moc kreowania swoich dzieci- dalszych idei. Co czasem jest bardzo dobre- genialne, a czasem szkodliwe- niszczycielskie wręcz. Zależy to tylko od tego jakie idee zostały połączone w „merkave”. Od razu wyjaśnię iż popularne dziś poglądy na temat „mer-ka-by” nie mają wiele wspólnego z moimi naukami, są z nimi wręcz sprzeczne. Dlatego trzymam się oryginalnego nazewnictwa hebrajskiego- merkava, czyli pojazd. A dokładniej samodzielny zestaw myśli. Połączenie 3 zestawów po 72 idee pozwala im na niezależność od otoczenia, buduje im swoisty kokon, w którym mogą przetrwać wszystko, nawet podróż w otchłani. Wiedząc dodatkowo że każdy z tych klocków tworzysz tak naprawdę sam swoim własnym autorytetem masz pełny obraz tego, co rządzi Twoim losem. Wracając do filiżanki- gdy w człowieku powstanie stan przepełnienia ideami i poglądami, i nabiorą one mocy samoobrony- będą się bronić przed wszystkim, co nie drga w ich częstotliwości. Ekstremalny objaw tego nazywa się fanatyzmem. Dlatego tak ważne jest aby poukładać sobie w komputerze (wiedząc że ma tylko „72 bajty pamięci”) tylko takie idee, jakie nie zamykają nas na świat. Które posłużą do rozbudowania posiadanych zestawów, a nie zbudują mur- zwany klapkami na oczach. Teoria super… ale co gdy ktoś już jest w takim stanie? Co gdy jego filiżanka już jest pełna? Trzeba ją opróżnić, bo z zestawem 72 nie da się dyskutować. One mają już samo-świadomość (swoją drogą gdy ludzie zrobią wreszcie eksperyment z komputerem myślącym jednocześnie 72 poglądami przekonają się że rozmawiają z własną nadświadomością), mają własną wole, sympatie, opinie i własne zdanie na bieżąco ustalane w konfrontacji z otoczeniem. Z tym się nie da dyskutować jak z zapisem pamięciowym- bo to już nie jest „coś”- to już jest „ktoś”. Na poziomie mentalnym aby życie powstało musi mieć 72 elementy- w świecie emocjonalnym poniżej 27, w dolnej warstwie świata emocji 9, a w naszym fizycznym 4 tak dla jasności (ile jest „klocków” DNA?- właśnie 4). Więc przypuśćmy, że mamy pełną filiżankę, zdaliśmy sobie z tego sprawę.. i nie podoba nam się to. Chcemy czegoś nowego się nauczyć, a tu problem, bo nic już nie pasuje do naszej obecnej wiedzy. Nie ma ruchu, czuć stagnację i opór przed czymkolwiek innym. Czy damy rade uciec od liczby 72? Nie, ale możemy ją konstruktywnie wykorzystać, jako narzędzie. Jak zatem to zrobić? Zaprogramować w komputerze elastyczne podejście do poglądów. Konfrontacja z już istniejącymi opiniami w formie pełnej filiżanki nie ma sensu, bo one będą walczyć o swoje racje. Jednak można na nie wszystkie założyć dodatkowy program obluzowujący je hurtowo. To dość długi rozdział, ale aby to się udało świadomość Czytelnika musi dokładnie zrozumieć co będziemy robić i się na to zgodzić. Pokaże to na przykładzie wiedzy ezoterycznej. Mianowicie każdy z nas ma wbudowany program że tu jest twardy świat fizyczny- i w nim możliwości są ograniczone, ale gdzieś ponad jest inny, lepszy, gdzie można dużo więcej. Wiedza o tym „gdzieś ponad” została na różne sposoby nazwana i skatalogowana. Magia, huna, kabała, tarot, astrologia, religia i inne- niepotrzebne skreślić, zależnie od światopoglądu. Jednak oryginalne znaczenie każdej z tych nauk dawno już nie istnieje, do dziś dotarły wersje przerobione przez kolejnych posiadaczy tej wiedzy i dla przykładu tarot jest wiedzą o 32 stanach przejściowych na drodze uwolnienia z twardej fizyczności, 22 siły i 10 stanów równowagi pomiędzy nimi. Tylko i nic więcej- to dzisiejsi „specjaliści” zrobili z tego narzędzie do wróżenia. Lub kabała- to oryginalnie sumeryjska nauka (kab.ili- znaczy język kosmosu) o sposobie w jaki natura mówi- i w jaki można mówić do niej z powrotem, to późniejsze pokolenia zrobiły z tego intelektualną zupę, polały filozofią i sobie przywłaszczyły. Magia- to mądrość (sofia gnostyków), stan rozumienia praw wszechświata, a nie czarodziejstwo czy rzucanie uroków na krowy żeby mleka nie dawały. Astrologia to nauka mówiąca że jesteśmy wewnątrz 10 kulistych sił, z których każda ma okienko (10 kul stanów równowagi z „tarota”). Te okienka my widzimy jako planety i gwiazdy. Jedna kula jest w drugiej, a każda ma własne okienko, jakby dziurę w kuli, przez którą wlewa się do niej energia z kuli powyżej. My możemy stąd poczuć energię do siódmej kuli włącznie- stąd pojęcie siedmiu firmamentów. Dziesiąta kula ma tych okienek 12, a nad nią są kolejne, 11-sta ma tych okienek 360 i dalej i dalej. Istnieją siły które wzbudzają w człowieku np. litość i jednocześnie poruszają planetą Jowisz, lub wzbudzają poczucie piękna i poruszają Słońcem i tak dalej- to nie planety na nas wpływają, tylko jednocześnie ta sama siła kręci kulą (sferą), planetą i wpływa na wibracje w człowieku. Planety to kawał gruzu w kosmosie, nie mają na nas wpływu. Są bierne- nie czynne. Kule energii są jedna w drugiej, i czasem okienka ustawią się w jednej linii, tak że z wewnętrznej kuli można wyjrzeć dalej niż tylko o jedną wzwyż- to planety w jednej linii, czyli koniunkcje w astrologii. Koncepcja „niebios” się tu przemyka- przecież to liczba mnoga, te nieba- a nie to niebo. A nieba to inaczej sfery z kabały, poruszałem już ten temat. I tak dalej i tak dalej- każda z tych dawnych nauk tak naprawdę mówi o tym samym. Czyli w jakiś sposób przemyca idee gnostyczne. Jednak dzisiejsi ich propagatorzy przepełnili swoje filiżanki tak bardzo że uznali swoja wiedzę za jedynie słuszną i królową nauk. Nie ma królowej nauk, nauka to tylko koncepcja wyjaśnienia rzeczywistości. Można ją wyjaśnić tak- a można inaczej, ja mam dobry wzrok więc tłumacze kolorami- daltonista nie, ale ma świetny słuch, więc tłumaczy zjawiska akustyką. Jedno nie jest lepsze od drugiego. Przywiązanie się do jednej dziedziny wiedzy bez pozostawienia sobie miejsca na ruch wbija w fanatyzm- i to jego najgorszy przejaw, taki z którego człowiek nie zdaje sobie sprawy. Oczywiście, że każda wiedze trzeba gruntownie zbadać, ale sztuką mądrości jest zrobienie tego tak, aby nie zamknąć się na resztę świata. Zawsze jest coś więcej do poznania, zawsze jest coś, czego można się nauczyć. Przykład z życia- wielu ludzi walczy dziś o „jedynego Boga” krzywdząc i siebie i innych tylko z powodu fanatyzmu, klapek na oczach. Wystarczy wystawić nos z własnego pudła i zajrzeć do innych aby zdać sobie sprawę że w każdym pudle panuje ta sama fanatyczna pewność o jedynie słusznej prawdzie. Jest takie powiedzenie że im większe zniewolenie- tym większym terrorem trzeba go bronić. A znana jest dziś sytuacja wyznawców opacznie zrozumianej religii nauczyciela Mahometa, którzy mordują w imieniu Boga o imieniu Allach. Fanatyczni wyznawcy tej religii uważają, że niewiara w Allacha powinna być karana śmiercią, i że tylko oni wiedzą kim Allach jest.. a przecież arabskie słowo Allach to to samo co hebrajskie El-Jah, czy też Jah-El, w naszych czasach czytane Eliasz, (po polsku prorok Jonasz- czyli pierwszy magid). El-Jah z Biblii i Allach z Koranu to jest jedno i to samo. To tylko niezrozumienie (a raczej brak chęci zrozumienia) tego faktu powoduje konflikt i cierpienia. Ile wojen było w imię Boga na świecie? Ilu ludzi zginęło za jakąś idee, która potem okazywała się wyssana z palca? Bo prawda jest taka, że każda jest wyssana, chodzi jedynie o to czy powoduje szczęście- czy krzywdę. Wszystko, co ja tu pisze to TAKŻE tylko sposoby interpretacji rzeczywistości, i to niektóre. Jest ich nieskończenie wiele,  i żaden nie jest lepszy od drugiego. Za to każdy ma jakiś skutek, i warto wiedzieć jaki on będzie z góry, prawda? Gdyby powiedzieć 2000 lat temu apostołowi Pawłowi jak skończy się jego nadgorliwość dla sprawy i ile milionów ludzi umrze za „Jezusa” pewnie by się utopił od razu. Ale nie wiedział. Tu widać wartość praktyki- ktoś to już sprawdził, wie jak zadziała- i podaje swój sposób jako przykład na tacy. Mówi „słuchaj, zrobisz tak i tak to stanie się to i to, czy tego chcesz?” – w ten sposób uczymy się pokoleniowo, jako cała cywilizacja. Dla naszej cywilizacji nadszedł już czas uwolnienia się z pułapki filiżanek, odrobiliśmy już lekcję kopiowania cudzych poglądów. Nowa era ludzkości nie będzie polegała na jeszcze większym fanatyzmie i nowszych rodzajach broni- tylko na mądrości, wynikającej właśnie z wzajemnego zrozumienia. Nie warto już kopiować starych metod podążania za jedynie słusznym poglądem kogoś-tam, choć wiem, że do dziś istnieją na świecie grupy osobistego czy nawet duchowego rozwoju promujące ideę jedynie słusznych linii nauczania. Nie zgadzam się z tym otwarcie, przemyśl to proszę drogi Czytelniku. Dziś dusza ludzka jest dużo mądrzejsza, nie powinno się jej skazywać na jednopunktowe poglądy. Każda poznana przez Ciebie idea- włącznie ze wszystkimi z tej książki- powinna posłużyć CI do zbudowania własnego obrazu świata, a nie do kopiowania cudzego. Warto więc nauczyć się wyjścia z sytuacji „pełnej filiżanki”, jeśli już się u siebie objawy opisanych powyżej zjawisk zauważa.  Polega ono mianowicie na odebraniu poglądom „jedynej słuszności”, na uznaniu że to tylko jeden z wyborów, a nie jedyny słuszny. Każdy jest dobry- jak tłumaczyłem nie ma złych, zło w ogóle nie istnieje. Ale brak zrozumienia całości zjawiska powinien spowodować pokorę i wyraźne stwierdzenie „ja rozumiem tyle, jednak jest więcej”. Dla przykładu czy zauważyłeś może Czytelniku, że dziś historycy wiedzą co myśleli budowniczowie piramid? Wyciągają swoje koncepcje tak daleko, że oprócz godziny na siku przy budowie wiedzą nawet co oni myśleli!! No jakimż to cudem? Jednak są tak mądrzy, ich wiedza jest tak niepodważalnie (dla nich) jedynie słuszna że są pewni swoich słów. Snują teorie cudowne… i ja to szanuje- kto szuka ten znajdzie. Tylko czemu narzucają te teorie jako jedynie słuszne naprawdę nie rozumiem (znaczy domyślam się… słowem-kluczem jest „grant”, ale nie będę się o tym wymądrzał). Teraz, skoro wspomniałem o widzeniu tylko kawałka rzeczywistości, i o wyciąganiu wniosków idących dużo za daleko- pokaże ciekawy przykład. Dla mnie przynajmniej był ciekawy, dużo mi „klapek” otworzył, podzielę się więc. Mam na myśli koncepcje „niebios”, Boga i pewności swoich słów. Jak powiedziałem kilka rozdziałów wcześniej wszystko co „wiemy” tak naprawdę jest naszą wiarą, ale czasem wydaje się nam tak niepodważalna że nazywamy to wiedzą. Ilu ludzi jest „pewnych” istnienia Boga z Biblii (Tory) i jego jedyności? „Ja jestem Pan i jestem jeden..” i tak dalej? Czy sprawdziłeś to drogi Czytelniku sam? W jakikolwiek sposób? Choćby… czytając tą Biblie z półki? Nie? A to ciekawe…. Bo Biblia zaczyna się od słów:

 

Bareszit bara Elohim et ha Szemamim wet Erec.

Polska wersja w Bibliach brzmi:

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.

Wierzysz że to to samo? Czy wiesz? To teraz patrz, oto co naprawdę hebrajski tekst znaczy:

Na początku stworzono (wielkich) Elohim, potem (wszystkie) nieba a na końcu (jedną) ziemię.

 

Widzisz różnicę? Diametralna!!!!! Elohim jest wielu- a nie jeden, są stworzeni- a nie tworzącym, nieba są także w liczbie mnogiej i tylko ziemia się zgadza z obecną wersją.  Końcówka „im” to w hebrajskim liczba mnoga dla jasności. El- to Bóg, Elohim to Bogowie w naszym języku, choć to także jest błędne tłumaczenie, to jakby nazwa narodu, lub…. cywilizacji. „Na początku stworzono” też nie jest dokładnym tłumaczeniem, to jest raczej „na początku stworzył” - nie jest powiedziane kto, tutaj podmiot jest domyślny, tak jak po polsku powiedzieć „mój kolega idzie do sklepu, kupi tam bułki”- druga część zdania „kupi tam bułki” nie ma podmiotu- był on wskazany w pierwszej, więc jest domyślny. Identycznie tak samo zaczyna się Biblia- nie jest powiedziane kto stworzył Elohim a wręcz brzmi to jak urwane lub wyrwane z kontekstu zdanie. Więc powiedz mi drogi czytelniku czy słyszałeś o tym kiedykolwiek? Czy którykolwiek kapłan przyznał że to tak naprawdę w Biblii jest napisane, ale on nie ma pojęcia czemu, więc powtarza tylko czyjeś domysły? Zgaduję że nie. Jest jeszcze druga ciekawa kwestia- mianowicie że słowo „bareszit” znaczy także „stworzył sześć”- także z podmiotem domyślnym. Język hebrajski jest komputerowo dokładny, choć pozbawiony emocji, więc na pewno nie jest to przypadek. Czy więc o tym znaczeniu „bareszit” kiedyś słyszałeś? Ja znam wielu ortodoksyjnych żydów, którzy nawet nie chcą tej kwestii wspominać- bo Tora to inaczej pięć pierwszych ksiąg Biblii, pięcioksiąg Mojżeszowy, a więc jedno zawiera się w drugim i tradycja nakazuje aby pod żadnym pozorem tego tekstu nie kwestionować. Ludzie z tradycji judaistycznej czytają i powtarzają to ślepo, ale nie rozumieją co to znaczy. Są w takim samym potrzasku komentarzy jedynie słusznych jak my. A komentarze te i tak na końcu mają dogmat- musisz w to wierzyć bo ktoś tak powiedział i koniec. Nie ważne, ile jest tam argumentów, ostatnim zawsze jest dogmat –czyli zakaz zadawania dalszych pytań. I to przed tym właśnie Cię przestrzegam drogi czytelniku. Zawsze pytaj, kwestionuj, badaj i testuj. Nigdy nikomu nie wierz- sprawdź sam!

Jak uniknąć więc dogmatów w swoim życiu?  Co myślisz? Zastanów się proszę, interakcja Twojego komputera pokładowego jest potrzebna na tym etapie książki. Miarkuj proporcją mocium Panie, waż koniunktury. Po dogłębnej analizie zagadnienia sam dojdziesz do wniosku, że trzeba poglądy zawsze traktować elastycznie, a zdając sobie sprawę z posiadania kamiennych trzeba je najpierw wymienić na elastyczne aby móc czegokolwiek więcej się nauczyć. To właśnie jest wylewanie z filiżanki buddystów. Wspomnę także, iż właśnie ukazałem wartość łączenia różnych dziedzin nauk duchowych, przeprowadziłem swoistą konfrontację. Gdyż u buddystów nie ma tylu dogmatów- a w naszej tradycji nie ma pojęcia wylewania z filiżanki, jedno ani drugie nic by Czytelnikowi nie dało. To dopiero zestawienie jednego z drugim pozwala połączyć punkty. Trzymanie się jednoliniowego nauczania nigdy by na to spostrzeżenie nie pozwoliło. Synteza tych nauk daje razem dużo więcej, niż ich suma, otwiera oczy. A to jest często pomijane i zaniedbywane.

Otworzyć oczy jak to się mówi to znaczy zauważyć że oprócz tego co wewnątrz moich klapek na oczach jest jeszcze cały wielki wszechświat. I to właśnie zrozumienie elastyczności, mentalne przyswojenie tego faktu (drgania) jest stanem wejściowym do wylania z filiżanki. Tak zwana „wewnętrzna zgoda” na wymianę żelaznych poglądów na elastyczne jest przecież jakimś stanem wibracyjnym, jakimś drganiem, konkretnym akordem na klawiaturze. I ten akord musisz drogi Czytelniku zagrać sam, poprzez zrozumienie. Szczególnie tam, gdzie masz jakieś „jedynie słuszne” koncepcje zakodowane. 

 

 

 


Pola oznaczone * są wymagane.


Uwaga! Wiedza zmieniająca światopoglądy! 

Wnioski zamieszczone na tej stronie są subiektywną prawdą autora,

i zrozumiałe jest, że mogą rodzić kontrowersje.

 

Fanpage