Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Pieczęcie Katolickie

 

 

Blokady energetyczne zwane także pieczęciami czy też sakramentami są bardzo powszechnym dziś zjawiskiem. Blokady te mają wiele twarzy i sposobów działania, więc zamęt ten powoduje wiele zabobonów na ich temat, poczynając od obwiniania ich o nie lubianą pracę a na łysieniu kończąc. Pierwotnie nie miałem w ogóle zamiaru dotykać tego tematu, jednak liczba zapytań o to zagadnienie skłoniła mnie do przemyślenia sprawy i wyprostowania kilku niejasności.

 

Może zacznę od wyjaśnienia mojej definicji słowa „pieczęć”- katolickie blokady nie są pieczęciami per se,  tylko zwykłymi blokadami. Pieczęć to symbol kontraktu (i zazwyczaj ma postać rysunku) a katolickie sakramenty są na ludzi nakładane bez udziału ich świadomości. Nie mieszczą się więc w definicji „pieczęci”, jaką ja znam. Warto mieć to na start wyjaśnione, gdyż sposób działania definicji, jakie stosujemy ma na nas ogromny wpływ. Więcej o tym TUTAJ.

 

Kiedy człowiek nawiązuje kontakt z jakąś istota niefizyczną często uzgadniają razem jakiś symbol, który będzie odpowiednikiem „numeru telefonu” do tej istoty, czyli będzie prowokował ją do kontaktu. Za to zazwyczaj od człowieka wymagane jest jakieś działanie- i to się w magii nazywa „kontrakt”. Nie jest to sposób działania katolickich sakramentów, są podobne- ale nie takie same. Brakuje bowiem udziału świadomości tego człowieka. To tak w kwestii formalnej używania słowa „pieczęć”. 

Wielu ludzi szuka dziś sposobu na uwolnienie się od katolickich blokad, wielu podejmuje także próby zrobienia tego. I chwała im za to, jako, że każda blokada jest szkodliwa. Problem z osiągnięciem sukcesu polega jednak na niepełnym zrozumieniu zagadnienia. Od tego należy w mojej opinii zacząć. Zacznijmy więc.

 

Po pierwsze to, co nazywa się „sakramentami” w katolickiej nomenklaturze to kopia starożytnych metod mistycznych pomocnych w codziennym życiu. Jednak Kościół Katolicki nie powstrzymał się od swoich dodatków, i na przykład pośród sakramentów postulowanych w XI wieku były także między innymi „namaszczenie na króla” i najciekawszy dla dzisiejszego społeczeństwa –„konsekracja dziewic”! - proszę sobie wyobrazić obowiązek konsekracji dziewic w XXI wieku. Proszę sobie wyobrazić te kolejki dziewic… po sam horyzont... Ale nie śmieszkujmy, przepraszam za dygresję. Dość powiedzieć, że liczba siedmiu sakramentów obowiązuje w Kościele Katolickim dopiero od XIII wieku. Liczba ta pozostaje w użyciu do dziś, z czego najgroźniejsze są dwa: chrzest i bierzmowanie. Wszystkie one noszą ślad bardzo przemyślanego zabiegu, co dowodzi, że projektował je ktoś naprawdę znający się na rzeczy. Nie wiem kto- prawdopodobnie były to kręgi jezuickie, jednak to tylko domysł. Powodem snucia tego domysłu jest fakt, że spośród zakonów katolickich w naszych czasach tylko Jezuici naprawdę „wiedzą o co chodzi” i potrafią chociażby stosować kabałę. Nie opierają się na dogmatach, tylko na prawdziwej wiedzy mistycznej. Nie zawsze jednak musiało tak być, karty historii są przecież pełne dziur. Więc nie wiadomo kto te blokady zaprojektował. Wiadomo jednak coś innego- profan nigdy nie założy takiej blokady skutecznie. Może się zbliżyć do oryginalnego efektu, ale po to ich zakładanie jest oparte na dewocji i tylko na dewocji, aby każdy ślepo wierzący mógł te blokady przekazywać dalej. Nie ma co jednak ukrywać, że wśród księży katolickich nie jest to dziś warunek w pełni spełniony. Każdy mający jako takie pojęcie o autentycznej mistyce wie, że da się skonstruować zabieg energetyczny możliwy do powielania przez innych, ale aby go powielać ten „inny” ktoś musi być energetycznym przedłużeniem swojego źródła. Mówiąc po polsku musi albo mieć tą sama wiedzę, albo przynajmniej ślepo wierzyć w autorytet swojego mistrza/bóstwa/zwierzchnika (niepotrzebne skreślić). Jeśli ani jedno ani drugie nie ma miejsca- cały zabieg jest tylko teatralną szopką, niczym więcej. Profani nie będą w stanie nawet prostego zabiegu opartego na dewocji wykonać. Egregory katolickie to nie papier toaletowy, nie dają się przywoływać ludziom, którzy w nie nie wierzą - inaczej już dawno dałyby się wciągnąć w zastawiane na nie pułapki. Oczywiste więc jest, że żaden człowiek poddany tym sakramentom nie wie na ile dewocja kapłana udzielającego sakramentu była prawdziwa, ale są przypadki ludzi u których pomimo ciągłego poddawania się sakramentom nie widać żadnych efektów ich działania. Jeśli robi to ksiądz „bez powołania” jak to się mówi- efektu po prostu nie ma. I należy zauważyć, że jest to dziś częste zjawisko.

 

Druga sprawa jest taka, że siła działania tych blokad wcale nie jest tak wielka, jak ludzie sądzą. Zwalają swoje niepowodzenia w różnych aspektach życia właśnie na te sakramenty, często zupełnie niesłusznie. Ludzie widzący astralnie mogą potwierdzić, że sakramenty widać jak ciemną gumę do żucia oblepiającą ludzką głowę. Nie jest ze stali, nie jest z betonu. Jest miękka, słaba i jedyna jej siła polega na lepkości - strachu. Pozbycie się ich więc nie jest walką o życie, można to robić zupełnie bezpiecznie- z tym jednym niuansem, że dziś promowane sposoby polegają często na wdepnięciu w jeszcze gorszy syf. Czemu tak jest? Z prostego powodu, iż wszystkie te blokady można zdjąć tylko samemu. Tak, nie przejęzyczyłem się. Tylko własnym autorytetem duchowym można to rozpuścić i wypłukać, inaczej z jednego błota wchodzi się w gorsze szambo. Wielu ludzi promuje sposoby polegające na posługiwaniu się autorytetami jakichś istot duchowych (najróżniej zwanych), co jest przecież szczytem bezmyślności, gdyż nie usuwa niczego a jedynie dodaje kolejne blokady- blokujące poprzednie blokady. To takie wymyślanie lekarstwa na skutki uboczne poprzedniego lekarstwa. Żadna wysoko rozwinięta istota nie pomoże w zdjęciu takich blokad z tego powodu, że musiałaby wtedy sama zacząć kontrolować wolę danego człowieka. Jeśli ten człowiek tej woli sam nie posiada – nie ma jeszcze czego uwalniać. Żadna dobrze nam życząca istota tego nigdy nie zrobi, bo właśnie o to chodzi aby człowiek sam przejął kontrolę nad sobą- a nie spod jednego nadzorcy przeskakiwał pod drugiego. Wykorzystywanie autorytetów najróżniejszych „istot anielskich” i tym podobnych to nic innego jak pakowanie się w jeszcze większe więzienie.

 

 

Nie o to chodzi aby ktoś nas uwolnił- tylko żebyśmy sami to zrobili. Po to w ogóle w przeznaczeniu istnieje coś takiego jak blokady- aby się ich samemu pozbywać, ucząc się wolności i własnej siły. Ludzki duch jest jedną z najpotężniejszych istot duchowych, może uwolnić ciało od takich blokad w kilka chwil- ale poza naprawdę ekstremalnymi przypadkami nie zrobi tego nigdy na siłę. Wolna wola jest pierwszym prawem światów duchowych, i cały proces rozwoju duszy to właśnie uczenie się tego prawa. Uczenie się własnej wolności wyborów.

 

Miarą dojrzałości człowieka jest właśnie umiejętność samodzielnego uwolnienia się od takich blokad. Dlatego ani żadne dziwne istoty niefizyczne, ani nawet inny człowiek nie może tego dla nikogo wykonać, jedyne co może zrobić to przekazać człowieka pod but innego egregora. Można przekazać wiedzę jak to zrobić- ale nie można tego za kogoś zrobić. Chyba, że zamierza się do końca życia być opiekunem tego kogoś – co było praktykowane w kręgach szamańskich – ale przed epoką globalizacji, czyli gdy szaman miał pod opieką 50 znanych sobie ludzi, a nie społeczność internetową liczącą 20.000 pseudonimów. W dawnych czasach było możliwe kultywowanie w danej społeczności kogoś takiego jak szaman, który wychowywał nowych szamanów i ich zajęciem było właśnie usuwanie pasożytów z ludzi- ale ci szamani dobrze wiedzieli, że w ten sposób biorą na siebie odpowiedzialność za kogoś niedojrzałego i muszą stanąć na wysokości zadania pilnując tego kogoś do końca życia -lub nauczyć go dojrzałości. To dlatego zabiegi szamańskie nie są dostępne publicznie. Jeśli jakiś nowożytny szaman o tym nie wie – to jest d…. a nie szaman.

 

Sakramenty to technicznie mówiąc wymuszanie przysiąg z pozycji autorytetu. I częstą pułapką jest szukanie innego obcego autorytetu do pozbycia się ich. Jeśli człowiek potrzebuje obcego autorytetu- to znaczy, że jeszcze nie ma własnego i nie dojrzał do rozpuszczenia blokad katolickich. Zrozumiałym jest, że w takiej sytuacji nakładanie sobie nowych jest jedynie pogarszaniem sytuacji. Przecież kiedyś w przyszłości trzeba będzie zdjąć sobie z głowy oba zestawy blokad. Samodzielnie i bez niczyjej pomocy. Własnym autorytetem. Chodzi o uwolnienie się od wszelakich zwierzchników – a nie o przyjęcie sobie nowego. Żebym tez był dobrze zrozumiany- jeśli ktoś ma ochotę na zmianę panującego nad nim egregora- ma do tego pełne prawo. Jesteśmy wolne istoty i możemy robić co nam się podoba. Nie mi oceniać czy jakieś słowiańskie bóstwo na przykład będzie lepsze czy gorsze od katolickiego. Ja tylko mówię, że to nie ma nic wspólnego z pozbywaniem się blokad. Proszę tych dwóch rzeczy ze sobą nie mylić. To jak z praca zarobkową- albo odchodzę z pracy i otwieram własny biznes stając się własnym szefem, albo jedynie zmieniam szefa idąc do innej pracy u kogoś. Każdy egregor nakłada jakieś blokady, i robi to tylko po to aby się bronić przed opanowaniem przez człowieka. Egregory bez blokad nie istnieją już od setek lat, ludzie je dawno rozpuścili. Sens tych słów zrozumie ktoś, kto był chociażby w Węsiorach. Nie ma altruistycznych egregorów, każdy z nich musi się czymś żywić – i odżywianie to jest kwestią jego przeżycia, niemądrze jest więc oczekiwać, że nagle zaprzestanie się zabezpieczać. Warto mieć tego świadomość.

 

Kolejnym bardzo niebezpiecznym aspektem dziś promowanych technik są przysięgi. To wymaga wyjaśnienia- otóż w magii hermetycznej jest takie powiedzenie „nigdy niczego nie przysięgaj- bo stanie się to twoim więzieniem”. Na pułapkę przysiąg nabrało się wielu utalentowanych ludzi, włącznie z wielkim Crowleyem. Promowane dziś techniki zawierają masę ślubowań nowym panom, które na zasadzie słabych wiązań katolickich (opisana wcześniej guma do żucia) po prostu dominują katolickie sakramenty- wcale ich nie usuwając. Aby być wolnym- nie wolno niczego nikomu przysięgać, prawda? Niebezpieczeństwo tego świetnie obrazuje Sienkiewiczowski Kmicic, który przysięgał Radziwiłowi, że zawsze będzie go wspierał… koniec tej historii był jak wiadomo bardzo smutny. Rozwój duszy polega na coraz większym panowaniu nad swoim losem- co nie może się dziać, gdy ślubujemy cokolwiek, prawda? Aby kontrolować swój los trzeba mieć wolną wolę wyborów, a nie być kserokopiarką woli egregora. Zatem rozpuszczenie katolickich sakramentów zawiera w sobie zerwanie wszystkich ślubowań. Wymaga wzięcia pełnej odpowiedzialności za siebie i swój los. Kto tego nie chce, kto nie umie odważnie powiedzieć „nie potrzebne mi w życiu żadne bóstwo, więc wszystkie precz ode mnie natychmiast” –ten nie ma jeszcze w sobie odwagi ani dojrzałości koniecznej do zerwania więzów. Proszę dobrze zrozumieć co ja próbuję powiedzieć: nie da się tych blokad jedynie poluzować. Albo się je całkowicie zrywa i nie przyjmuje nowych -samemu biorąc odpowiedzialność za swoją boskość, albo się je jedynie zastąpi innymi- co osobiście odradzam. Każdemu z nas Istnienie nadało prawo do istnienia, bez żadnego zwierzchnictwa. To jedynie dzieci potrzebują opiekunów (i po to powstały egregory), a ludzie już dziećmi nie są. Składanie więc nowych przysiąg pod szyldem uwolnienia się od starych mija się z celem całkowicie. Można zastosować powrót do wcześniejszych- ale to nie to samo. O czym poniżej.

 

W tym świecie poruszamy się przy pomocy biologicznych skafandrów, czyli naszych ciał. I te ciała mają w sobie zaprogramowaną genetycznie jedną jedyną przysięgę- ślubuję chronić duszę w tym świecie. To jest jedyna przysięga, jakiej powinno się dochowywać. Cały program „ego” jest realizacją tej właśnie przysięgi, nasze ciała ślubują swoimi genami to własnie wykonywać. Przysięgły to przyjmując w siebie nasze dusze. I to do tej przysięgi można się zawsze odwołać zrywając inne. Ciało musi zrozumieć, że ślubując posłuszeństwo czemukolwiek w tym świecie łamie tą pierwszą przysięgę, która jest sensem jego życia. Ciało ma być ochroniarzem duszy w tym świecie, taka jest jego powinność. Jest pancerną rękawicą, w której dusza doświadcza tego świata. Jest jej opiekunem i protektorem, i przed samym Bogiem-Istnieniem przysięgło wykonanie swojej powinności. Uświadomienie (lub raczej przypomnienie) mu tego faktu ułatwia pozbycie się blokad –tak katolickich jak każdych innych. Umożliwia zerwanie ślubowań egregorom – Radziwiłom bez śladu skrupułów – i to o taki stan mentalny chodzi. Nie po cichu jak myszka, tylko z całej siły, przeodważnie i z buta jak to się dziś mówi. Blokady katolickie rozpuszczać można na wiele sposobów, ale najmądrzej jest je najpierw osłabić mentalnie, a potem rozpuścić emocjonalnie –czyli astralnie.

 

Potrzebna jest do tego odwaga i pewność, że chce się stanąć na wysokości zadania. Potrzebny jest też całkowity brak strachu. Bo to strachem właśnie posługuje się katolicki egregor podczas pilnowania swojej trzódki. Żadna wysoko rozwinięta istota nie uczy poprzez strach, ani nie wymusza na nikim swojej woli, jednak katolicki stwór nie jest nigdzie wysoko na skali drgań duchowych. Posługuje się wyłącznie strachem na zasadzie „zrób to i to, bo inaczej…. szlag cię trafi natychmiastowy… czy coś jeszcze gorszego” i obraz diabła przy kotle piekielnym jest tu zazwyczaj dobrą ilustracją. Jest to kompletne przeciwieństwo nauk Mistrza Chrześcijaństwa Jehoszuły Ben Josufa. To jest edukacja przez strach. Najgorsze co można wolnej istocie zrobić. Do pokonania tego strachu przydatna jest jedna metoda- śmiech. Otóż niewielu wie, że najłatwiejszym sposobem pozbycia się dominacji egregora jest wyśmianie go. Techniczne wyjaśnienie tego jest bardzo długie, powiem więc tylko tyle, że każdy egregor, to inaczej ożywiony myślokształt. Sztuczna inteligencja, robot, maszyna. Bezduszny cyborg opierający się na z góry zaprogramowanych drganiach- bez których traci siłę. Egregor katolicki czerpie siłę ze strachu swoich wyznawców. Gdy jeden z nich wyśmieje go razem z jego żałosnym zastraszaniem egregor aby ratować kontrolę nad resztą trzódki natychmiast od tego człowieka ucieknie. Pamiętasz drogi Czytelniku powiedzenie, że „śmiech to zdrowie”? Ma tu duże zastosowanie, choć egregor będzie wmawiał, że „strach to zdrowie”. Stąd właśnie wzięło się pojęcie „bojaźni bożej”, która to jest przez kościół lansowana jako cnota najwyższa. Niestety to nieprawda, strach nie jest cnotą, jest bronią egregora. Należy wyśmiać pajaca jak się pajacowi należy. Przy ludzkim duchu jest pomocnikiem pomocnika do spraw pomocy, ma nad nami tylko tyle władzy ile sami mu damy- a oddajemy tą władzę poprzez strach przed nim właśnie. Podam taki przykład –odkąd zacząłem się publicznie pokazywać wiele kręgów katolickich próbowało na mnie jakieś „klątwy” ciskać, chcąc zmusić mnie do zamknięcia się. I co się stało? A nic, bo ja się ich egregora nie boję, nie ma więc na mnie wpływu. Nie ma u mnie żadnego autorytetu ani poważania, nie ma więc do mnie dostępu – bo ja mu go nie udzieliłem. Może mi buty czyścić, i to tylko jeśli pozwolę. Wiem jak kontrowersyjnie dla niektórych może to brzmieć, ale to był właśnie powód, dla którego nie chciałem się tym tematem zajmować. Ja nie chcę powodować żadnych kłótni, ale o tym trzeba albo powiedzieć wszystko do końca- albo w ogóle nie ruszać tematu. No to pełna wersja brzmi jak powyżej. Egregora można wyśmiać, po prostu buchnąć mu głośnym rechotem w twarz. Podczas rozpuszczania sakramentów to także się stosuje.

 

Kolejnym istotnym aspektem usuwania blokad katolickich jest fakt, iż niektórzy ludzie spodziewają się od tego jakichś niesamowitych zmian w sobie. Oczekują, że pojawią się jakieś nadprzyrodzone zdolności, bo jakaś czakra się otworzy czy coś w tym stylu. Nic bardziej błędnego- to tylko usuwa ograniczenia, ale nie dodaje człowiekowi niczego. Jeśli dany człowiek nie ma jakiegoś talentu w duszy- usunięcie blokad tego nie zmieni. Po zdjęciu katolickich blokad człowiek wcale nie zyskuje stu nowych talentów, po prostu staje się bardziej sobą- i jeśli sam wcześniej tych talentów nie posiadał to często w ogóle nie poczuje różnicy. Poczuje większe połączenie z otoczeniem, jakby skóra oddzielająca go od otoczenia stała się cieńsza- ale w większości przypadków nic więcej. Są oczywiście ludzie, u których te blokady zahamowały jakieś talenty- i w takich przypadkach te talenty zaczną się powoli ujawniać. Ale nikt po zdjęciu blokad nie zyska z dnia na dzień nowych umiejętności. Jak wcześniej napisałem dziś panuje tendencja do obarczania winą za własne niedoskonałości wszystkiego –tylko nie siebie. To taka dzisiejsza moda… proszę mieć to na uwadze.

 

Chciałbym także wspomnieć coś na temat dokumentów potwierdzających przyjęcie tych sakramentów, jako, że rodzą one wiele nieporozumień. Powiedzmy zatem wyraźnie- trzeba usunąć ze świata fizycznego tylko te, które noszą nasz własnoręczny podpis. W różnych parafiach i obrządkach różnie się to praktykuje, ale dla przykładu świadectwo chrztu nigdy nie nosi podpisu chrzczonego, więc nie ma mocy astralnej, nie jest żadnym zobowiązaniem. To samo tyczy się świadectwa bierzmowania. Ale już świadectwo ślubu nosi podpisy ślubujących. Zasada jak widać jest prosta. Jako, że każdy przypadek jest inny w każdym trzeba samodzielnie rozpoznać, czy przypadkiem nie ma jakiegoś dokumentu noszącego nasz podpis, na którym zobowiązujemy się do posłuszeństwa tym sakramentom. Jeśli takie istnieją- należy je zniszczyć. W taki sposób, aby nie pozostał po nich żaden ślad. 

 

Jak zatem widać usuwanie katolickich blokad to po prostu wypowiedzenie posłuszeństwa samozwańczemu zwierzchnikowi. Aby było skuteczne musi nastąpić na wszystkich trzech poziomach, to znaczy duchowym, astralnym i fizycznym- z tym, że często skutki działania nadzorcy w przeszłości są długotrwałe, a więc sięgają w naszą fizyczną przyszłość. Prosty przykład- ktoś ślubował egregorowi ubóstwo a więc pod jego wpływem oddał wszystko co miał innym. Czy po zerwaniu ślubowań odzyska to wszystko? Nie, będzie mógł gromadzić nowy majątek, ale poprzedni do niego nie wróci magicznie. Często jest też tak, że to rodzice mają silne połączenie z egregorem- a my z nimi. Wtedy skutki będą podobne, jednak nie identyczne. Będziemy kopiować los rodziców- włącznie z obowiązkiem posłuszeństwa egregorom. To jednak osobny temat, nazywa się to „pępowina” i zrobiłem o tym osobny kurs. Można o nim przeczytać TUTAJ

 

 

Sakramenty kościelne dziś używane mają różne działanie, więc aby mieć całkowitą jasność w temacie opiszmy je wszystkie:

 

1. Chrzest – czyli założenie blokady na odbieranie czegokolwiek poza przyzwolonym przez egregora katolickiego zestawem energii. Najgroźniejszy ze wszystkich. Powoduje, że człowiek zamiast czuć w czymś posmak „swojego przeznaczenia”, czy tez po prostu zainteresowanie jakimś tematem- odczuwa pustkę. Nie ma intuicji, nie ma inspiracji. To zamienia człowieka w martixową bateryjkę. Obrządek pochodzi od rytuału oczyszczenia żywiołem wody, jednak nie ma z nim już nic wspólnego, jedynie wygląda podobnie. Katolicki chrzest jest w mojej osobistej opinii barbarzyństwem, bo jest wykonywany na niemowlaku. Duszyczka w tym małym ciałku ma zakładaną obrożę i nie ma prawa się ruszyć poza zasięg długości łańcucha. Blokuje to w człowieku kreatywność w okresie, gdy jest najbardziej potrzebna, usunięcie tej blokady w wieku dorosłym nie zwróci utraconych możliwości. Czasu się nie cofnie.

 

2. Bierzmowanie – czyli założenie człowiekowi obowiązku posłuszeństwa, bierzma. Tak jak chrzest powoduje zakaz dostępu do pewnych drgań, tak bierzmowanie powoduje nakaz słuchania ich konkretnego zestawu. Łączy na długo z częstotliwościami strachu i służalczości. U ludzi, którzy mieli ten sakrament wykonany poprawnie rozmowa o bezsensie dogmatów powoduje agresję. Jest nieodzowny aby człowiek poddał się drganiom teologii. Ktoś bez bierzmowania ma naturalny odruch opierania się dogmatom, bierzmowanie ten odruch tłumi. To tę i poprzednią blokadę trzeba z człowieka zdjąć aby go energetycznie uwolnić. I tak naprawdę to jedynie te dwie mają wpływ na człowieka przez całe życie.

 

3. Eucharystia, czyli Pierwsza Komunia. Jest raczej rytuałem wielokrotnego użytku niż blokadą. Sama idea eucharystii to bardzo mądra rzecz, jednak to, co wykonuje się w kościołach nie ma z oryginałem nic wspólnego. Eucharystia to fizyczna dyfuzja lub indukcja. I można rzeczywiście przy jej pomocy nadawać czyjemuś ciału jakieś cechy. Ale tego nigdy nie wykona profan, nawet głęboko w swojego egregora wierzący. Aby eucharystia była skuteczna kapłan musi umieć naładować dany przedmiot jakimś drganiem, musi umieć kompresować siły żywiołów lub światło. Dziś w katolickim wydaniu jest to pusty gest, nie ma go więc potrzeby niwelować. Można użyć eucharystii do połączenia się z własną duszą aby wybić z pamięci ślad kościelnej wersji- co stosuję w swoim przewodniku (o tym na końcu), ale samej komunii jako takiej odblokowywać nie trzeba. Chyba, że ktoś ma masońskie eucharystie za sobą na przykład- masoni robią to skutecznie, bo chociaż wiedzą o co w eucharystii chodzi i jak się jej używa. Znają tajemnicę kabalistycznego "caddi". Ale to już zupełnie inna tematyka. W katolickiej wersji przesiąka się po prostu troszkę cechami człowieka udzielającego komunii i tyle. Nic, czym warto by się przejmować. Znika samo po ok miesiącu. Chociaż to właśnie dlatego jest to tak często powtarzane, żeby zwiększyć szansę, że za którymś razem wykona to ktoś, kto wie jak to się robi. Bardzo mądra kalkulacja trzeba przyznać. I jeśli miało się nieszczęście trafienia na kapłana, który wiedział cokolwiek o prawdziwej mechanice działania tego zabiegu i umiał choć troszkę siły światła skumulować- to nosi się piętno cech egregora. To piętno to w zasadzie skłonność do okrucieństwa w najprostszym ujęciu. Jest i wiele innych postaci, ale ta jest najbardziej widoczna. Odwrócenie tego polega po prostu na wykonaniu eucharystii z własną duszą, tak zwane "kabalistyczne jehud", czyli pojednanie. To samo co w hunie chociażby, tylko ja stosuję metody kabały jako bardziej dla mnie osobiście skuteczne - i takich uczę. Chociaż przyznaję, że huną wykona to tak samo dobrze, tu nie ma monopolu, nie ma "prawdy jedynie słusznej". Ja jestem kabalistą, więc pokazuję to, co mi wychodzi najłatwiej po prostu. Ludzie opracowali milion sposobów na to, z czego ja znam tylko kilka :)

Jednak warto wiedzieć, że dla bezpieczeństwa w kompleksowym usuwaniu katolickich blokad i dla eucharystii jest miejsce. Ma to dwojakie znaczenie- po pierwsze usuwa poprzednie ewentualne naloty, po drugie powoduje wzrost odczuwania swojej duszy. Podnosi wibracje ciała fizycznego jak to się dziś modnie mówi.

 

4. Sakrament Pokuty czyli Spowiedź. Tak samo bardziej wielokrotny rytuał niż blokada na stałe. Ma na celu utrzymanie człowieka w ciągłym poczuciu winy wobec kogoś / czegoś. Inaczej mówiąc ma ciągle odbierać człowiekowi poczucie słuszności i prawowitości. Ma odbierać autorytet duchowy. Nie ma potrzeby odblokowywania go, wystarczy zaprzestać wykonywać katolicki rytuał spowiedzi aby móc autorytet odzyskać. Człowiek bardziej niż od kogoś potrzebuje przebaczenia od siebie samego. Otrzymanie tego własnego przebaczenia uniemożliwia spowiedź księdzu. Chociaż przebaczenie pomiędzy ciałem a duszą jest nieodzowne do szczęśliwego życia. Tu widać jak sprytnie te sakramenty są zaprojektowane. Również wystarczy samemu sobie przebaczyć aby usunąć wszelkie ślady tego rytuału. 

 

5. Namaszczenie chorych. Jest to kopia zabiegu leczenia, z której zrobiono makabryczny rytuał. Zamiast leczyć uniemożliwia się człowiekowi odrodzenie w ciele wolnym od katolickich naleciałości, zmusza się dusze do powrotu w tradycję chrześcijańską. Aby się przed tym uchronić wystarczy powiadomić swoich bliskich, że nie chce się dostąpić tego sacrum. Znam niestety przypadki, gdy rodzina umierającego człowieka wbrew jego woli sprowadziła księdza aby ten rytuał odprawił. Powstrzymam się od wyjawiania swojej prywatnej opinii na ten temat.

 

6. Kapłaństwo- może go udzielić tylko biskup. I nie ma to wbrew pozorom żadnego znaczenia duchowego w naszych czasach. Oryginalnie kapłan, to ktoś, kto nie ma własnych potrzeb, żyje zapełnianiem potrzeb innych. Nie ma się to nijak do dzisiejszego świata, więc i rozprawiać o tym szkoda. Kapłan katolicki ma wsparcie swojego egregora, na zasadzie kontraktu. Ale nic więcej. Cofnięcie sakramentu kapłaństwa jest więc dziecinnie proste- wystarczy wyśmiać egregora. I już. Pisałem już o tym powyżej. Święcenia są zdjęte. Kiedyś kapłanem był wysoko rozwinięty duchowo człowiek, który przez tzw. Święcenie otrzymywał dostęp do nauk duchowych, otrzymywał magida. Otrzymywał tak zwane "słowo mocy", zwane też w innych kulturach "abiszekam", którym mógł nawiązać kontakt z magidem. Kontakt z magidem jest w magii kabalistycznej bardzo cenionym objawem rozwoju duchowego, magida się nie da kupić, pracuje się na niego wiele wcieleń. Jest to nauczyciel ze sfery Hod- czyli sfery Merkurego, zwany czasem "geniuszem". Tacy niefizyczni geniusze to inaczej Szem Ha Meforasz. Dla kabalistów wyjaśnienie to jest wystarczające, osobom niezainteresowanym kabałą nie chcę mieszać w głowach. Czym jest magid można przeczytać choćby w Wikipedii- LINK TUTAJ. Prawdziwy kapłan posiada własnego nauczyciela duchowego w postaci magida, którego nauki są dla kapłana źródłem inspiracji. To dopiero katolicka wersja kapłaństwa zrobiła z kapłana urzędnika Pana B. przybijającego pieczątki w ziemskim łez padole. Kościół katolicki nie potrafi nadać magida, daje co najwyżej fajną czapkę i darmową kucharkę. Katolicka wersja kapłaństwa to po prostu śmiech na sali i tyle, nie trzeba tego sakramentu w ogóle usuwać -pod warunkiem oczywiście, że pod postacią kapłaństwa komuś nie został przylepiony inny pasożyt, jak to ma często miejsce w różnych "kręgach magicznych" czy sektach. To też da się rozwiązać, ale takie przypadki są bardzo indywidualne i każdy musi być potraktowany "na miarę".

Może dodam tutaj, że ja nie śmieję się z księży ani z religii. Proszę mnie źle nie zrozumieć (co niestety się zdarza). Ja uważam, że każda religia jakoś dąży do doskonałości duchowej swoich wyznawców, jest powód, dla którego istnieje. Nie mi się kłócić z przeznaczeniem. Nie mi tez oceniać słuszność tej czy tamtej idei. Ja tylko twierdzę, że Kościół Katolicki już dawno sprzeniewierzył się temu, co ma na ustach. Według mnie nie istnieje prawowitość w powiedzeniu "cel uświęca środki"- jest dokładnie odwrotnie, to środki uświęcają cel. Nie da się -jak to kościół twierdzi- wychowywać niepokorne stado przez siłę, baty i strach. Ze skażonego nasienia nie wyrośnie zdrowy owoc i już. 

To samo tyczy się księży- oczywiście, że są wśród nich ludzie "z powołaniem", czyli czujący swoje zajęcie całym sercem i chętni nieba ludziom uchylić. Nie zaprzeczam- a wręcz potwierdzam, tak właśnie jest. Twierdzę jednak, że ci księża z dobrymi intencjami nie pchają się na piedestał, pokornie wykonują swoje powołanie i nikt o nich nie wie. To, co widać za to, to ludzie przystępujący do kapłaństwa w zgoła innym celu. Tych widać, o tych się mówi i to własnie ci są najbardziej aktywni i zajadliwi. To własnie ci ludzie doprowadzili do wypaczenia roli kościoła. Proszę dobrze zrozumieć różnicę.

 

7. Małżeństwo –tu sprawa jest bardzo ciekawa, gdyż działanie tego sakramentu jest zupełnie wydumane i czysto psychologiczne. Nie ma żadnych niefizycznych sił – oprócz przysięgi- które trzeba by usuwać. To przysięga drugiemu człowiekowi jest tu najważniejsza-  a zawarcie jej w obecności swojego egregora dodaje jej majestatu. Odwracanie tego sakramentu to po prostu uwalnianie się od więzi z drugim człowiekiem, najlepiej wykonuje się to powtarzając oryginalny rytuał – tylko od tyłu. Każde wypowiedziane przyrzeczenie trzeba wypowiedzieć odwrotnie. Nie przysięgam ci wierności, nie ślubuję wytrwać z tobą aż do śmierci i tak dalej. Jest to jednak jak wspomniałem osobista ceremonia, do której udział egregora dodano aby kolejna ważna rzecz w życiu była wykonana za jego zgodą. Rytuał zaślubin w obliczu egregora to całkiem stara tradycja, jego sensem jest uzyskanie boskiej zgody na związek –chociaż czy widział ktoś kiedyś, aby podczas zaślubin kościelnych nagle Bóg z ołtarza zaprotestował? W ten sam sposób nigdy też nie zaprotestuje przeciw cofnięciu tych ślubowań. W przypadku tego sakramentu także nie ma co usuwać w sferze astralnej, to tylko dwoje ludzi musi się zgodzić na wycofanie wzajemnych przysiąg.

 

Oto po krótce opis blokad katolickich. Jak widać nie ma się specjalnie czego bać. Pierwsze dwie są rzeczywiście groźne i warto je z siebie usunąć jeśli się chce samemu decydować o swoim losie, pozostałe działają tylko gdy pierwsze dwie są aktywne. Pewnie dlatego są dostępne tylko dla ludzi ochrzczonych i wybierzmowanych.

 

Wszystkie podane tu informacje w zasadzie wystarczą aby samemu te blokady z siebie zdjąć. Jeśli jednak szukasz bardziej dokładnych wskazówek- zapraszam do zapoznania się z moim kursem wideo, w którym pokazuję wykonanie tego odblokowania sposobem „najbardziej naturalnym”, czyli wykorzystującym mechanikę działania tych blokad. Chodzi o to, że ludzkie ciało jest energetycznie umiejscowione pomiędzy drganiami żywiołu ziemi (potocznie matki) a eteru- światła (potocznie ojca). Wszystkie blokady operują właśnie wewnątrz tego układu energii, to znaczy odcinają od drgań ziemi oraz słońca. Stają się pośrednikiem, kontrolerem. Wcinają swoje "pięć groszy" w naturę. Najbezpieczniej więc jest użyć tych dwóch energii według własnej woli- czyli pobudzając je w sobie dla wypłukania blokad potęgą własnego autorytetu. Taki sposób polecam jako bezpieczny i takiego uczę. 

Warto także wiedzieć, że po wieloletnim trzymaniu duszy w kleszczach tak przemyślanych blokad, jak te katolickie trzeba zastosować równie przemyślany sposób aby się ich pozbyć. Problem polega na tym, że dusza więziona tyle lat po prostu nie wierzy w przysłowiowe "pszczółki i kwiatuszki", i trzeba na dusze wpłynąć naprawdę silnymi energiami, aby ją uwolnić. Dlatego własnie dla ludzi niezaznajomionych z anatomią mistyczną człowieka przygotowałem swój kurs. Stosuję w nim metody dużo starsze niż nasza cywilizacja, ale także dużo skuteczniejsze niż jakiekolwiek nowożytne techniki mają do zaproponowania. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z kursem i kontaktu.

 

 Dziękuję za przeczytanie.

 

Aby przejść na stronę kursu kliknij TUTAJ

 

Jeżeli chcesz nas wesprzeć przekaż nam darowiznę:

 


Pola oznaczone * są wymagane.


Uwaga! Wiedza zmieniająca światopoglądy! 

Wnioski zamieszczone na tej stronie są subiektywną prawdą autora,

i zrozumiałe jest, że mogą rodzić kontrowersje.

Rozwój duchowy - nauka Kabały źródłowej. Kabała, Hermetyzm, Gematria, Kybalion, Magia Staroegipska i Huna
Czyli Starożytna Mądrość Mistyczna w zrozumiałych słowach.

 

Fanpage