Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

 

Podświadomość, czyli wewnętrzne dziecko

 

Wewnętrzne dziecko to część każdego człowieka, i każdy kiedyś się z nim skonfrontuje. Ma swoje upodobania, poglądy i fochy. Jest duszą inaczej mówiąc- dlatego jest taka nieokiełznana. Tak jak duch myśli- tak dusza czuje, i tylko czuciem potrafi świat badać. 

Porozumienie się z nią jest bardzo korzystnym zabiegiem, gdyż ma stuprocentową władzę nad ciałem fizycznym, będąc przecież łącznikiem ducha z ciałem. Można śmiało powiedzieć, że podświadomość -czyli dusza - posiada nasze ciało, gdyż steruje wszystkimi jego odruchami, włącznie z biciem serca, oddychaniem i starzeniem się. Kiedy podświadomość uzna za stosowne człowiek jest zdrowy, kiedy zdecyduje (lub da się namówić - o czym w sekcji o programach), że ma chorować - po prostu choruje. Jeden ze sposobów "cudownych" uzdrowień to właśnie nic innego jak sposób namówienia podświadomości aby uznała, że ciało powinno być zdrowe. Mówi się, że człowiek to ciało, dusza i duch -  to wpasowując te informacje w powyższe kategorie ciałem jest maszyna, lub pojemnik na zmysły i organy (skafander na tą rzeczywistość). Duszą jest podświadomość, a duchem jego nadświadomość - dopóki nie jest aktywna, za ducha odpowiada codzienna obudzona świadomość ludzka, czyli zwykły ludzki intelekt, rozsądek. Symbolem powszechnie używanym w psychologii dla zobrazowania ludzkiej psychiki jest góra lodowa, jest tak dlatego, że w podświadomości mieszkają wszystkie nasze przekonania i poglądy (programy i definicje) i jest ich zazwyczaj 9 razy więcej niż tego, co sobie sami na swój temat uświadamiamy - stąd symbol góry lodowej, która na powierzchni ukazuje jedynie dziesiątą część swojej prawdziwej masy. Podświadomość nie ma wielu przypisywanych jej powszechnie cech, ma za to 100% władzy nad ciałem fizycznym, włącznie z jego pamięcią, zmysłami i narządami. To podświadomość pamięta wszystko - nasza codzienna obudzona świadomość (czyli samo-świadomość, to, na co mówimy "JA") ma jedynie intelekt indukcyjny, nic innego nie posiada. Nie posiada pamięci na przykład. To podświadomość wybiera, co pamiętać, a czego nie, zapamiętuje wszystko, co postrzega zmysłami w taki sposób, w jaki "JA" zracjonalizuje te doznania i poukłada według kategorii. Jeśli duch jest sparaliżowany (jak po alkoholu czy narkotykach na przykład) i nie jest w stanie analizować, racjonalizować wspomnień, zapisują się one bez ładu i składu, błędnie przypisując się do przypadkowych kategorii, jak na przykład gdy się boimy czegoś (co paraliżuje ducha) i jednocześnie widzimy balonik - w naszej podświadomości zapisze się strach przed balonikami. To nie jest racjonalne, ale ten przykład pokazuje jak nielogiczna jest podświadomość. Posługuje się własnymi zasadami, bo to jest szczyt jej możliwości. Polega w 100% na ocenie naszego rozsądku - rozsądku "JA". Warto więc pilnować, co i jak się tam zapisuje. Tak jak sprząta się ogród czy dom, podświadomość także warto trzymać w czystości. Aby zatem zrozumieć na czym ta czystość polega warto wiedzieć jakich cech od podświadomości można oczekiwać. Oto zatem cechy podświadomości wspólne dla wszystkich ludzi:

1. Nie potrafi niczego nowego wymyślić, ma IQ maksymalnie 80. Taki stan to jest już bardzo mądra podświadomość, przeciętnie ok 60.

2. Posługuje się logiką dedukcyjną - nigdy indukcyjną (jak duch), to znaczy umie wyćwiczyć jedno zachowanie do perfekcji i na zasadzie dedukcji porównać je z podobnym, ale nie wprowadzi nigdy nic nowego, jest jak stary pies powtarzający sztuczkę w nieskończoność. 

3. Na wszystko narzeka i ciągle płacze (jeśli tylko jej na to pozwolić). To akurat efekt konfrontacji z czymś, czego nie rozumie, czyli naszej rzeczywistości. Podświadomość jest płaczliwa dopóki się jej nie wytłumaczy gdzie jest i "co tu jest w ogóle grane".

4. Ma szlachetne intencje, ale nie umie ich sama zrealizować, cierpi więc ciągle na "nieszczęśliwą miłość".

5. Posiada niezależną, ale harmonijną świadomość, jest "małym Bogiem". Harmonijną, czyli zgraną z innymi, posiada zdolność empatii. U kabalistów wspólna podświadomość ludzkości to "Zeir Anpin"- mała twarz. Jung ten temat drążył, niestety nieskutecznie. Istnieje jednak wspólny duch, wspólna dusza i wspólne ciało ludzi - tym ciałem jest nasza planeta chociażby. Istnieje taka "planeta" obejmująca wszystkie podświadomości, jej istnienie dowodzi chociażby zjawisko psychologii tłumów.

6. Jest sługą pozostałych dwóch "JA" - czyli "mnie" i "nas"- to inaczej prawa półkula, ciało astralne, dusza, lub człowiek właściwy w pojęciu hermetyków (zwracam uwagę że to także tylko definicje!).

7. Posiada własne ciało, które jest pierwowzorem ciała fizycznego, ze wszystkimi tkankami, płynami ustrojowymi itd., które w fizyczności ma swój odlew i dlatego ma nad tym "odlewem" całkowita kontrole, czasem nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Inna technika uzdrawiania polega na przenoszeniu pierwowzoru do fizyczności bez ingerencji degradującego działania czasu.

8. Tylko podświadomość odpowiada za emocje, które mogą być tak silne, że całkowicie zdominują istnienie "JA właściwego " - stąd konieczność opanowania jej. Wychowania dziecka.

9. W stanie naturalnym jest szczodra, dobra i uczciwa, ale bardzo łatwo ten stan zakłócić, wówczas staje się przeciwnikiem (nauki Jungowskie właśnie od takiego stanu zaczynają, a to nie jest prawdą u każdego człowieka)

10. Potrafi sterować wszystkimi odruchami ciała, mrużenie oczu przy jasnym świetle, czy kulenie się gdy słyszymy huk - to odruch podświadomy, ale zaprogramowany. Od małego uczy się nas, nasze podświadomości (dopóki nie mamy logiki), że trzeba się bać tego i tamtego... co jest błędnym programem na wskroś. Ostrożność i rozwaga nie polegają na strachu... Podświadomość jednak wszystkiego się boi dopóki się tego z niej nie usunie. Strach ma dwie kategorie - podziw i przerażenie, najbezpieczniej jest podświadomość uczyć i wychowywać podziwem, a nie przerażeniem.

 

Jest to najprościej wyłożony zestaw cech. Teraz jednak chciałbym przedstawić i inne „szkoły” mierzące się z tym tematem. Jak mówiłem na początku, dla połączenia punktów układanki. Otóż wybrałem dwie dziedziny wiedzy świetnie opisującej podświadomość i dające do ręki człowieka pełną kontrolę nad nią. Są to od strony łatwej i prostej - Huna, od strony precyzyjnej i wymagającej obszerniejszej wiedzy - Hermetyzm. Celowo umieszczam informację o jednej i drugiej nauce w jednym rozdziale, aby porównać Hunę z Hermetyzmem:

Zacznijmy od Huny:

Huna jest nauką o wszystkich częściach ludzkiego "JA" wyłożoną w bardzo prosty i przystępny sposób. Najwięksi mistrzowie Huny nie umieli pisać. Zwano ich "kahunami" i byli bardzo prostymi ludźmi z nierozwiniętej cywilizacji, a dokonywali cudownych uzdrowień. Zainteresowanych zapraszam do przeczytania książek Maxa Freedoma. Są nawet relacje o ożywianiu zmarłych przez kahunów. Na ile do tej pory sprawdziłem, są one prawdziwe (!!!). Po tym krótkim przedstawieniu kwalifikacji Ka-Hunów przedstawię teraz jak Huna definiuje wyżej opisane zjawiska. Według Kahunów człowiek składa się z trzech inteligencji, połączonych fizycznym ciałem (idea Boga w trzech osobach -  nas na jego podobieństwo - tu pasuje, prawda?), które jest jedynie pojemnikiem na wszystkie trzy. Jak samochód jest pojemnikiem na kierowcę. Mamy więc 3 kierowców. Trzy ludzkie świadomości to podświadomość, świadomość codziennego "JA" oraz nadświadomość. Z tych trzech to podświadomość jest najważniejsza do opanowania, gdyż jest najmniej dojrzała i to ona jest powodem większości ludzkich problemów. Podświadomość nazywa się inaczej „dusza”, "ciało emocjonalne" lub "astralne", co jak pokażę dalej jest bardzo trafne. Połączenie tych trzech świadomości polega na wspólnym zasilaniu - tylko i wyłącznie. Nie mają wspólnych celów, a wręcz przeciwnie, są jednak od siebie uzależnione ponieważ pomiędzy nimi biegnie "kabel" zasilający jedną od drugiej. Wspólne źródło energii je ze sobą wiąże i gdy się ze sobą kłócą razem na tym cierpią. Jest to najważniejszy wątek do zrozumienia, że to tylko przepływ energii je łączy, nic innego. Ten kabel jest czasem nazywany "rurą praniczną", a energia tam płynąca nazywana jest: praną, mana, czi, ki,  witalnością, siłą wiary lub czasem po prostu wdzięcznością. Te wszystkie słowa (definicje) tak naprawdę to samo nazywają. Każde ze słów obcina część znaczenia uwypuklając inne, więc aby dobrze zrozumieć temat trzeba połączyć punkty pomiędzy tymi definicjami, dla przykładu witalność to ta siła płynąca w dół, a wdzięczność to ta sama siła- tylko płynąca w górę.  Zejdźmy więc do większej trochę precyzji aby to jakoś poukładać, nadać nową, wspólną definicje. Trzeba wiedzieć, że każdy człowiek, sam jest odpowiedzialny za definicje jakich używa, bo to one stają się symbolami w jego komunikacji z podświadomością i nikt inny tego nie naprawi - jak tylko on sam. A podświadomość nie rozumie naszego intelektu, rozumie za to symbole. Więc jak ślepiec ze wzmocnioną wrażliwością na dźwięki używa symbolów w dużo szerszym zakresie niż JA, które już intelekt posiada. Dlatego symbole są takie ważne. Te trzy inteligencje od urodzenia są odłączone od siebie, jedna nic o drugiej nie wie, czasem tylko człowiek się dziwi, że nagle wpada w gniew, czy też ma jakieś niespodziewanie dobre i szlachetne myśli - to robota obu pozostałych świadomości. Z tym, że podświadomość się w myślenie nie wcina, bo nie umie, a nadświadomość nie robi tego, bo jest na to za mądra - zbyt szanuje naszą wolność wyboru. Od czego zależy która z nich jest bardziej aktywna? Zakładając, że ciało fizyczne jest jedynie skafandrem na obie te świadomości - to energia, która je żywi jest odpowiedzią - ta staje się silniejsza, którą nakarmimy. Energia je zasilająca ma 3 poziomy (a raczej my tą energie tylko w 3 rodzajach potrafimy przyjmować, ona sama manifestuje się na nieskończoność sposobów), te trzy poziomy to: dla najniższego pokładu człowieka jest to po prostu siła życiowa, witalność (efekt procesu spalania pożywienia z tlenem w organizmie). Używanie tej energii to trzeci znany mi sposób uzdrawiania na przykład, wystarczy nauczyć swoją podświadomość jak zamiast jedynie pobierania jej, także ją wysyłać i można rękami dodawać ludziom zdrowia. Czasem w nieprawdopodobnej skali… (jeśli tylko podświadomość w to uwierzy). Na najniższym poziomie to witalność jak powiedziałem, używa jej nasze wewnętrzne dziecko i przekazuje dalej - jeśli się je nauczy potrafi ją także kumulować i kierować ją gdzieś świadomie, w innym przypadku używana jest jedynie do zaspokajania potrzeb energetycznych skafandra. Na poziomie drugim, czyli codziennej świadomości jest to siła woli oraz miłość, a najwyżej jest to wiara. Stąd powiedzenie, że wiara czyni cuda... bo naprawdę czyni!

 Aby spowodować komunikacje pomiędzy warstwami świadomości trzeba najpierw podświadomość nauczyć jak kierować tą energie, zamiast ją marnować. Tu wkracza do akcji odpowiedzialność za swoje przekonania (definicje), gdyż niższa świadomość nie rozumie naszego intelektu, posługuje się tylko prostymi symbolami (jak we śnie - bo sen to stan gdy aktywna jest tylko podświadomość), więc zanim zacznie się po "kablu" symbole przesyłać trzeba je sobie poukładać. Te symbole, to właśnie napisy na szufladkach z poglądami, które nazywamy definicjami. Widzisz Czytelniku jak punkty się łączą?

Skoro od Huny zacząłem, opiszę w jaki sposób Kahunowie wykonywali swoje zabiegi, ukażę w ten sposób mechanikę tego działania:

Na początku Kahuna ładował się energią witalną – używał do tego oddechu. Po prostu głęboko, świadomie oddychając. Świadomie, czyli wyobrażając sobie nabieranie energii razem z powietrzem (dowolnej, to co ukazuje się w świadomości jako energia jest JUŻ jakąś wersją tej właściwej energii, bo inna nie istnieje po prostu),  wciąga się więcej witalności niż potrzeba dla samego fizycznego życia, ma się jej więc nadmiar do oddania komuś innemu. Zasilanie jest załatwione. Następnie Kahuna musiał oczyścić podświadomość swojego pacjenta, bo wiedział, że ona mając błędne definicje zabroni pomocy, uznając siebie za winną lub niegodną pomocy. Więc oczyszczał człowieka z poczucia winy za wszelkie krzywdy wyrządzone sobie lub innym, wiedząc również, że podświadomość widzi je po swojemu, pomimo iż intelekt mógł dawno już uznać je za nieistotne. Podświadomość je w sobie jednak nosi dopóki dopóty nie zostaną jej one wyjaśnione. Podświadomość - czyli młodsze "JA" może i jest odrobinę mniej inteligentna, ale czuje krzywdę i ją pamięta na zawsze! To trzeba wyczyścić - u Junga nazywało się to "cienie na świadomości". Kahuna robił to długą i szczerą rozmową po prostu, pytał człowieka, co sam o sobie myśli, jak na siebie patrzy (wiedząc, że takie pytania są kierowane wprost do podświadomości) i pozwalał się podświadomości wypłakać. Ona zawsze przy poczuciu krzywdy - swojej lub cudzej - wpada w płacz, tak ma być, to jest potwierdzenie, że współpracuje. Wszystkie żale z niej usuwał tłumacząc - jak dziecku, że nie stało się nic złego, że każdą krzywdę da się naprawić, a jeśli już nie ma komu - można ją naprawić zastępczo (pojęcie "pokuty") - naprawiając ją Wszechświatowi. Podświadomość, co ciekawe zawsze sama uzna jak dużo krzywdy narobiła i na jaką pokutę się zgodzi przystać, jako zapełniającą potrzebę naprawienia zła. Zła nie wolno nagradzać, a wyrządzone trzeba naprawić (definicje karmy i darmy z hindu?) i to jak najszybciej! Czasem bywało, że Kahuna nie mógł wykonać nic więcej, bo podświadomość uznała siebie za tak złą, że po przekonaniu do naprawienia postawiła warunek, iż krzywdy trzeba naprawić teraz, albo nie zrobi nic i koniec. Mądry kahuna wyznaczał wtedy - na zasadzie negocjacji z dzieckiem- pokutę, jaką niższe JA zgodziło się uznać za wystarczająco dobrą. Kwestią negocjacji jest, cóż takiego  może to być. Od mądrości Kahuny zależało jak bardzo było to realistyczne. Jeśli da się naprawić osobiście, tak trzeba zrobić i nie ma takiego manipulatora (NLP-owcy wymiękają... ale NLP to gwałt podświadomości, nie jej wychowanie według mnie), który by tu podskoczył. Kiedy już podświadomość się ukaże w świadomości, wypłacze swoje krzywdy - zacznie stawiać warunki licząc na współprace, da (mały) kredyt zaufania. Nie wolno wtedy na niej niczego wymuszać, bo ma swoje racje. Negocjacje polegają wówczas na pytaniu pacjenta, co czuje na myśl o takim, a takim działaniu, czy poczuje się szczęśliwy, czy smutny - pacjent nawet nie musi wiedzieć, że to jego wewnętrzne dziecko przez niego odpowiada, ale czuje wtedy ekstazę z powodu mówienia tego co czuje - to potwierdzenie, którego szuka tak naprawdę Kahuna. I gdy uda się ustalić, iż takie to, a takie działanie naprawi krzywdę i dziecko wewnętrzne się cieszy na myśl o tym działaniu - można próbować natychmiast postanowić, że to się wykona i prowadzić zabieg dalej (bo większość tych wyrzutów sumienia to jedynie niezrozumiane lekcje od losu, a losu potrzebuje się jako nauczyciela jedynie dopóki samemu się nie przejmie nad nim kontroli. Gdy uczeń opanuje materiał - znika potrzeba udzielania lekcji, człowiek staje się panem swojego losu i o to chodziło przecież), jak wspomniałem nie zawsze uda się negocjacje zakończyć w taki sposób. Czasem zabieg trzeba w tym momencie przerwać i wykonać zadośćuczynienie zanim podświadomość pozwoli na następny krok. Bo podświadomość atakuje ciało chorobami tylko gdy uważa, że trzeba człowieka ukarać za zło, którego dokonał. Zło trzeba naprawić i gdy to się stanie współpraca idzie dalej jak z płatka. Samo porozumienie się z podświadomością, już daje jej sygnał, iż wola naprawy jest, ona już reaguje emocjami... najgorzej jest gdy nie ma emocji wcale... mądry Kahuna wie wtedy, że podświadomość odmawia wszelkiej współpracy, to jest ciężki przypadek. Taki stan nie jest częsty, trzeba naprawdę bardzo dużo zła uczynić aby tak się dusza zachowała. To jest stan gdy uzna, że zasługuje jedynie na śmierć... bywa i tak Wtedy praca naprawy stanu duszy będzie trudna i długotrwała.  Kahunowie jednak i z tym sobie radzili bez problemów, nie było u nich nigdy przypadku nieuleczalnego, to jedynie kwestia zarażenia cudzej podświadomości swoimi cechami, aby zaczęła na zasadzie indukcji wibrować tak jak Kahuna... Wówczas po jakimś czasie zmieniała swoje poglądy i nawet najbardziej zacietrzewiony dzieciak zaczynał naśladować dobro, na zasadzie znanej fizyce (jak dziecko chodzące w butach ojca). Wyższa wibracja ma więcej energii, więc zaraża nią jak komik entuzjazmem. Energię, którą dusza pacjenta była zarażana można nazwać pojęciem "boskości"- to intelektualnie trudne do zrozumienia, jednak można określić jako „zbiór wszystkich cnót”. Boskie cechy to właśnie "cnoty" takie jak mądrość, odwaga, litość, nie-agresywność, spokój, pokora, radość i tak dalej - to wszystko nosi nazwę "cnoty" i dla niższego JA, są to Boskie cechy, które podziwia, chce naśladować i odda życie za ich obronę. To są cechy nadświadomości tak naprawdę. Tu się ukazuje prawdziwa twarz słowa "racja", bo podświadomości nie zależy na posiadaniu racji, wymuszanie racji obniża wibracje - obrona cnót je podnosi... Takie małe niedomówienie w naszej edukacji z racji ... definicji błędnie wpojonych. Jak dalej wyglądał zabieg? Kahuna następnie oczyszczał tzw. kompleksy i opętania. Znając podświadome dążenia niższego "JA" wiedział jak z nim postępować. Dusza pozwala na przyklejenie się do niej obcej świadomości lub zlepków negatywnych drgań tylko z własnej woli. Ani opętanie, ani kompleks nie stanie się nigdy bez woli duszy- i przy pomocy tejże woli można się każdego z nich pozbyć. Są według Kahunów 3 stany choroby duszy, tylko trzy i nic więcej:

 

-krzywdzić innych celowo, złośliwie, zawistnie, z rozmysłem i premedytacją (stan najgorszy),

-zmylić ścieżkę, czyli zwykły stan, w jakim znajduje się 99% ludzkich dusz,

-zrobić pojedynczy błąd- czyli błędnie zareagować na coś, co cechuje wysoką moralność, niestety narzucając jej potężne poczucie winy za coś kompletnie nieistotnego (stan najłatwiejszy do uleczenia)

 

Zestaw polepionych po osiem negatywnych wspomnień potrafi wyolbrzymić malutkie przewinienie do nieprawdopodobnie wielkich rozmiarów i to tylko te zestawy ograniczają możliwości jakie ma ludzka podświadomość takie jak telepatia, telekineza, leczenie magnetycznymi rękoma i temu podobne. Są to naturalne umiejętności ludzi, to jedynie bezmyślne wychowanie w dzisiejszej cywilizacji ograniczyło te zdolności i zrobiło z nich jakieś czary-mary, spychając je do definicji szkodliwych i odpychanych przez podświadomość. Taki zestaw potrafi zdominować opinię duszy o sobie, i otworzyć ją na wpływy zewnętrzne. Kahuna wiedział, że oprócz własnych przekonań, podświadomość może mieć tzw. podpowiadaczy, którzy sabotują jej uzdrowienie z jakichś powodów, a tak naprawdę to są świadomości innych istot, które uznały winę naszego pacjenta i go w tej winie upewniają. Wtedy trzeba było rozmówić się także z nimi... co dla dzisiejszej nauki jest kompletnym uga-buga. Żaden szanujący się psycholog nie uzna telepatii pomiędzy podświadomościami ( ziewnij proszę drogi Czytelniku w czyjejś obecności - czy siedzący obok człowiek ziewnie tak samo? Dlaczego? To jest telepatia na żywo, wykonywana przez podświadomość), w ten sam sposób podświadomości komunikują się symbolami -uśmiech, znaczek dolara, czy zmarszczone brwi... to co dzieci rysują!!! Ten etap to tak naprawdę leczenie także innych podświadomości, wiedząc, że to organizm połączony. Kahuna aby uwolnić człowieka od tych negatywnych wpływów przez podświadomość pacjenta tłumaczył także pozostałym, że czynią zło krzywdząc podopiecznego, że zemsta nie jest dobrem i Bóg tego nie będzie pochwalał. Podświadomość uwolniona od ciała nazywana jest czasem "błądzącym duchem" - co już wprowadza błędną definicje, bo to jest wg. naszych założeń dusza - a nie duch, czyli jedynie zlepek emocji, nic ponadto. Kahuna rozpoznawał kompleksy i opętania działając wyższą wibracją na niższe, to znaczy u duchów i dusz podczepionych do pacjenta, rozpoznawał także jeden z powyżej wymienionych trzech stanów. I gdy był to stan pierwszy - musiał użyć siły, musiał pasożyta zmusić siłą do opuszczenia swojego pacjenta i tym zajmują się dzisiejsi spirytyści (niestety niewielu z nich naprawdę umie to, co proponuje- w większości są to oszuści). Kahuna bowiem używał siły jako ostateczność, a nie od razu. Starał się wybadać, czy przypadkiem ten podczepiony byt także nie zmylił jedynie drogi. Samo słowo "opętanie" ma negatywne konotacje, ale używam go z rozmysłem żeby pokazać, iż  to, co religie uważają za demony czy coś podobnego to jedynie ciała astralne lub zlepki astralno-mentalne innych istot chcących od nas coś uzyskać. Czasem jest to tylko poczucie sprawiedliwości, naprawionej krzywdy. Są duchy i dusze, które same mając dużo na sumieniu próbują innych za to karać, myśląc że w ten sposób same swoje poczucie winy naprawią. To jest błędne myślenie, i Kahuna to na początku wyjaśniał. Jeśli Kahuna miał do czynienia z opętaniem przez istotę chorą na drugi lub trzeci stopień "choroby duszy", wystarczyło szkodnika przekonać, że czyni zło, że jeśli przestanie - będzie kochany, jeśli nie - będzie znienawidzony. Zasada kijka i marchewki. Da się takie istoty przekonać do swojej woli, bo z zasady wibracji wyraźnie wynika, że mamy na nie wpływ, nasze wibracje są dużo wyższe. Możemy je zarazić swoimi poglądami, a kiedy na dokładkę te poglądy są dobre i szlachetne, ta istota bardzo chętnie się ich nauczy. Religie używają czegoś takiego jak egzorcyzmy... co ja uważam za brutalny gwałt na innych istotach. To jest siłowe pobicie po prostu, gdy taka istota przywiąże się do człowieka, stosuje się wyrwanie jej na siłę... i nic więcej! Skazuje się ją na śmierć (a gdzie "nie zabijaj"?). Kahunowie czytać nie umieli... ale umieli rozmawiać z duszami właśnie poprzez człowieka, do którego takie istoty się mogły podpiąć. Podświadomość ma jedną jeszcze cechę - kleistość. Potrafi się kleić do wszystkiego z czym wejdzie w kontakt. Więc Kahuna poprzez "zarażenie" dobrymi wibracjami, usuwał negatywne wpływy, wskazywał duszom pasożytującym jak mają postąpić i jak niszczycielsko postępowały do tej pory. Wzbudzał w nich poczucie winy, które próbowały wymusić na pacjencie. W ten sposób opętania znikały natychmiast lub po kilku powtórzeniach. Przylepione do pacjenta istoty same na tym korzystały, gdyż to poczucie winy mobilizowało je do poprawy swojego zachowania. Zdążają się oczywiście też wpływy duchów (nie dusz) dużo silniejszych wibracyjnie, w takim przypadku Kahuna po prostu prosił o pomoc w uleczeniu, wiedząc, że jeśli to wyższy duch, to nie może być zły ani głupi, może jedynie nie rozumieć naszej rzeczywistości i to także działało. Używał własnego ducha, którego drgania przenosił na ducha szkodliwego. Następnie silnie ładował się energią witalną, aby przez chore ciało emocjonalne przepuścić sygnał, ładował swoje ręce tą energią i wgniatał energie witalną w ciało pacjenta jednocześnie prezentując jego duchowi prośbę o uleczenie, argumentując je odpowiednio. Lepił myśli o uzdrowieniu w paczki (po osiem) i wysyłał jako modlitwę, po prostu powtarzając w myślach jedną za druga. Tu zabieg w zasadzie się kończył. Masował na koniec chore miejsce przez kilka minut czekając na uzdrowienie… które przychodziło jeśli poprzednie kroki wykonał dokładnie.

Doszliśmy właśnie do definicji słowa "modlitwa". Co to słowo właściwie znaczy? Opiszę je dokładniej poniżej, patrząc także z punktu widzenia nauki staroegipskiej, dziś nazywanej Hermetyzmem. Jest to wiedza dużo bardziej precyzyjna i ścisła od Huny, dlatego tak jak Huna jest świetna do wyjaśnienia zjawisk emocjonalnych - tak Hermetyzm nadaje się fantastycznie do wyjaśnienia zjawisk mentalnych. W widzeniu hermetycznym (pochodzi od imienia Hermes) wszystko jest kwestią wibracji, przenoszonych na grzbietach innych wibracji - pojęcie fali nośnej z dzisiejszej fizyki się tu więc przyda. Każdy sygnał da się przesłać albo na taki dystans, na jaki pozwolą pozostałe sygnały o tej samej energii - czyli na tak daleko jak pozwoli środowisko, albo dużo dalej używając dużo szybszej wibracji stałej jako fali nośnej. Tu już sam rozsądek nie wystarczy, to dużo bardziej precyzyjna wiedza, ale warto chociaż przeczytać. Fala nośna jest używana w radiu i telewizji na przykład - używa się wielkiej częstotliwości rzędu setek tysięcy drgań żeby w niej zakodować sygnał dużo niższej częstotliwości - rzędu dziesiątek i setek drgań. Falę dużej częstotliwości nazywa się nośną - falę, którą chcemy przesłać jak logika wskazuje nazwiemy sygnałem. Proszę spojrzeć:

 

Po zmieszaniu tych dwóch fal otrzymujemy sygnał dużej częstotliwości, który można przesłać na wielkie odległości. Po odebraniu go w miejscu docelowym wystarczy wykonać procedurę odwrotną - czyli obciąć duża częstotliwość, a otrzymamy pierwotny sygnał, który był wysoką częstotliwością zakodowany (zmodulowany). W elektronice stosuje się zarówno modulację samej częstotliwości, jak i jedynie jej amplitudy. To, co stacje radiowe podają jako swoją częstotliwość to właśnie częstotliwość fali nośnej, na której stacja moduluje swój sygnał. Dla przekazów o zasięgu ok. 100km stosuje się modulację częstotliwości, do przekazów o zasięgu tysięcy kilometrów stosuje się modulację amplitudy. Modulacja częstotliwości to FM (frequency modulation), modulacja amplitudy to AM (amplidute modulation). Ilustruje to poniższa animacja:

 

 

Przepraszam jeśli Czytelnik nie jest elektroniką zainteresowany, opisałem to jednak dlatego, że w Hermetyźmie te same dwa zjawiska nazywały się komunikacją elektryczną i magnetyczną (zupełnie coś innego niż dzisiejsza elektryczność i magnetyzm), gdyż używało się tego nie tylko dla powiększenia zasięgu, ale i dla wzmocnienia samego sygnału. I to właśnie na tej zasadzie w religiach podaje się np. opłatek - żeby w wibracjach molekuł materii fizycznej zakodować jakiś sygnał. Kapłan powinien zakodować tam jakieś cnoty (zazwyczaj niestety jest to tylko pusty gest), eucharystia mówiąc wprost, jest zabiegiem indukcji boskich cech, można to robić każdym ciałem fizycznym, od szklanki wody poczynając na wyszukanych przedmiotach kończąc, dla wibracji nie ma znaczenia w czym jest przenoszona. Tak jak w radiu 95 MHz FM, nie jest w niczym lepsze od 101 MHz FM. Byle dało się jeden sygnał zmodulować innym. Mistrz Chrześcijaństwa uczył jak to robić nawet nogi komuś myjąc... niestety nie chciano go zrozumieć, bo musiałby upaść system tyrani pieniężnej, a wtedy było na to jeszcze za wcześnie. W Hermetyźmie jest wiele wiedzy niezrozumianej lub opacznie rozumianej dzisiaj, jak choćby powyżej przedstawiona modulacja. Modulacja jest zjawiskiem możliwym pomiędzy dowolnymi wibracjami, da się modulować dźwięk, światło, fale mikrofalowe... a także myśli ludzkie i uczucia! Tak postępowali Egipcjanie. Posługiwali się głównie dźwiękiem, jako że to jest najbardziej fizyczna fala - ma więc najmniejszy zasięg, ale najwięcej siły. Przy pomocy dźwięku leczyli, podnosili ogromne głazy kamienne i robili inne rzeczy dziś uznane za niemożliwe. Hermetyzm jest dużo bardziej obszerną wiedzą niż Huna i wymaga wielu lat studiowania aby go opanować - podczas gdy Huny można się nauczyć w 5 minut. Jednakże Hermetyzm daje z drugiej strony dużo większe możliwości. Jest bardziej techniczny ale i precyzyjny. Jak na przykład wyróżnia w naturze 4 pierwiastki, 2 podstawowe i dwa pochodne - czyli męski, żeński, obojnaczy i nijaki. Co później stało się ogniem, wodą, powietrzem i ziemią. W hermetyźmie każda dusza jest predysponowana do używania jednej z tych mocy bardziej niż innych i przed jakimkolwiek zabiegiem leczniczym trzeba sprawdzić z jakim typem duszy ma się do czynienia. Temat ten z kolei próbowali roztrząsać panowie Freud i Jung – choć żaden z nich tego nie wymyślił, skopiowali jedynie starożytną wiedzę … niestety nieudolnie. Ogień to u nas charakter choleryka, woda to melancholik, powietrze to sangwinik, a ziemia to flegmatyk. Działając indukcyjnie, w takiej skali precyzji, można usuwać pojedyncze myśli z człowieka nie ruszając reszty. Inaczej mówiąc, w mojej opinii, ta wiedza to skalpel laserowy na podświadomość, działający z dokładnością do jednego atomu mówiąc obrazowo. Opiszę więc jak to się robi. Nie proponuję jednak używania tych technik od razu, to naprawdę wymaga dużego doświadczenia i lat nauki. Ingerencja czymś tak precyzyjnym nieumiejętnie zastosowana, może spowodować choroby psychiczne o dużo cięższych konsekwencjach niż stan pierwotny. Dlatego opisałem najpierw Hune - kto chce się przekonać polecam eksperymenty z Huną, nie Hermetyzmem. Ze strony hermetycznej - aby dokonać jakiegokolwiek wpływu na inteligencje, trzeba wykonać następujące zabiegi: po pierwsze zejść wibracyjnie dokładnie na poziom adresata, jeśli jest to nasza własna podświadomość trzeba najpierw rozpoznać jaki mamy charakter mówiąc wprost. Starożytne Nosce Te Ipsum czyli "poznaj siebie" jako drogę do oświecenia przypomnę. Wykonuje się najpierw analizę samego siebie, rozbija się siebie na czynniki pierwsze i analizuje. Dla zainteresowanych szczerze tą nauką polecam książki Franciszka Bardona (nazywanego dziś Franzem... był Czechem z Ottawy, nawet na jego grobie jest napisane Franciszek Bardon... a nie Franz Bardon). Człowiek ten zgłębił sztukę hermetyczną na wskroś. Dziś jego prace kontynuuje niewielu, jednym z nich jest np. Emil Stejnar. Bardon ma też niestety wielu pseudo-naśladowców, których z nazwiska nie wymienię, podam jednak metodę rozpoznawania takich mącicieli- efekty. Po efektach można poznać kto mówi prawdę a kto nie. Używanie fałszywych imion-pseudonimów jest jednym z takich efektów chociażby. Jako wstęp do każdej nauki duchowej proponuję także każdy inny równoległy system poznania samego siebie, jak choćby grafologię. Wracając jednak do hermetyzmu- pierwsze, co według Hermetyzmu trzeba zrobić to tzw. lustra duszy. Wypisuje się wszystkie swoje wady i zalety, przenosząc je do świadomej części istnienia, następnie się je uszlachetnia tak aby nie szkodziły nikomu i dopiero wtedy można podjąć prace z innymi ludźmi. W Hunie ten etap jest pominięty... bo Huna pochodzi od prostych ludzi żyjących w zgodzie z naturą, więc tak naprawdę nie ma co tam poprawiać. Nie byli to ludzie z przerostem próżności - jak nasza cywilizacja, więc i leczyć nie było co pod tym względem. Ale i o tym trzeba wiedzieć. Następnie było wiele lat nauki opanowania własnego ego, a na końcu umożliwiało się uczniowi komunikacje z innymi duszami i duchami. Tak wyszkolony człowiek nazywał się "mądry", czyli "mag". Co dziś ma zupełnie inne znaczenie, dziś postrzega się te nauki jak jakieś bajki o czarach w stylu "czarownik, czarownik, popsuć mi się pokrętło od radia"... a to zupełnie nie tak. Nauki hermetyczne wykorzystują wiele praw dziś zwanych fizyką - ale na wyższych płaszczyznach, zgodnie z zasadą "jak na górze tak na dole". Stosowano tą zasadę do podświadomości, po prostu szkoląc ją zgodnie z filozofią czterech żywiołów - ale zawsze w kierunku "zdrowia" - czyli równowagi. Aby wykonać jakiekolwiek zabiegi na duszy musiano uzyskać tzw. równowagę elementów w ciele emocjonalnym, czyli choleryk musiał dokładać więcej uwagi do ćwiczeń dźwiękowych, melancholik do plastycznych i tak dalej, aby na końcu uzyskać wyważony charakter, niepodatny na żadne szkodliwe wpływy. Zazwyczaj w dzisiejszej cywilizacji jest to "użalanie się nad sobą" czyli element wody. Trzeba w takim przypadku ćwiczyć wyobraźnie plastyczną, wyobrażać sobie kolory i kształty, a zostawić dźwięk w spokoju, szczególnie w pasywnej wersji odbiorcy. Dla przykładu wielką szkodą dla duszy żywiołu wody jest słuchanie melancholijnej muzyki, bo pogłębia tylko dysonans żywiołów. Obraz to ogień, dźwięk to woda w ludzkiej podświadomości. W ten sposób podnosi się także siłę woli, a to skutkuje opanowaniem charakteru. To jest ustawienie czterech sił tak, aby jedna utrzymywała pozostałe. Nazywa się to dziś "równowaga wektorowa", wygląda obrazowo jak bryła złożona z prostych krawędzi, lub jako kule obrazujące pola grawitacji - to jedno i to samo. Teraz jeden czynnik wspólny - Huny i Hermetyzmu. W Hunie opisane są "kiście winogron" jako zlepki myśli - w Hermetyźmie, na wyższym poziomie zrozumienia ucznia, gdy wykona już trochę pracy nad sobą, ukazane mu jest, iż cztery to tylko symbol - gdyż każdy żywioł ma tak pozytywny jak negatywny pierwiastek, jest więc ich naprawdę osiem! I prawdziwa równowaga emocjonalna nie polega na udawaniu, że nie ma się negatywnych pierwiastków, ale na ułożeniu ich w taki sposób aby nie szkodziły, czyli były utrzymane w ryzach przez pozostałe. I to jest właśnie równowaga wektorowa z fizyki, którą wymyślił Richard Buckminster "Bucky" Fuller (1895-1983). Podstawową cechą takiego ułożenia ośmiu sił (ośmiu!!! dokładnie tyle ile trzeba myśli polepić razem aby przebiły się bezpiecznie przez podświadomość według Kahunów) jest to, że ani się nie zapadną, ani nie rozepchną pomimo wpływów zewnętrznych, proszę spojrzeć na ilustracje poniżej:

 

 

Takie ustawienie ośmiu sił pozwala im wzajemnie się pilnować i utrzymać niezmieniony kształt, a jednocześnie zatrzymać wszelkie zewnętrzne wpływy. Fizycy mają na to skomplikowane wzory, ale to właśnie o takie wyszkolenie charakteru chodzi, aby 4 elementy dwa razy powtórzone, siebie wzajemnie wspomagały. Nazywa się to właśnie zdrowiem lub równowagą. Używa się oddechu do nabierania siły, a następnie kieruje się ją precyzyjnie w niezrównoważony element, na zasadzie dożywiania tego czego się chce, a niedożywiania tego czego się nie chce, aby uzyskać doskonały kształt. Podpowiem, że ludzie mający taką równowagę potrafią spontanicznie "wyskakiwać z ciała", co nazywa się także OOBE (od ang out of body experience) - co niestety jest dziś także zdegradowane do poziomu sztuczki i bajeru… Tak naprawdę w nauce hermetycznej ten stan osiągało się po wielu latach nauki, dziś niestety jest to kompletnie inaczej odbierane i lepiej w ogóle tematu nie dotykać aniżeli robić to szkodliwie. Piszę o tym, aby ukazać, iż i jedna nauka i druga mimo że skrajnie inaczej ułożona mówi o tym samym. Definicja zdrowia to równowaga, wszystko w przesadzie jest niezdrowe. Nawet duchowość, bo przesadzając z rozwojem ducha na niekorzyść ciała i duszy chodzi się z głowa w chmurach, pomijając życie tu i teraz. Proszę pamiętać, iż tylko jeden aspekt czasu ma znaczenie: TERAZ. I to Teraz trzeba się zając, gdyż w teraz się żyje. Wracając do ośmiu sił – ułożenie ich w opisany sposób powoduje, że są zabezpieczone i podczas ekspansji energii nic im się nie stanie. I to właśnie dlatego mówi się, że niedojrzali ludzie (o niezrównoważonym charakterze) nie powinni dotykać nauk o duchowości, bo to jest ekspansja energii, która będzie postępować w sposób wypaczony, niezrównoważony. Gdy siły charakteru nie są jeszcze ustawione tak jak równowaga wektorowa- charakter rozleci się przy ekspansji, człowiekowi dosłownie "odwali". Ta bryła bowiem to trójwymiarowy fraktal, daje się powielać w nieskończoność i za każdym powieleniem skali jest taki sam. Więc, jako że człowiek ma bardzo konkretny skład elementowy - da się znaleźć odpowiednik geometryczny i właśnie bryła ukazana powyżej reprezentuje psychikę człowieka. Ukazuje współprace 4 elementów w taki sposób, aby dały się skalować w górę. Skalowania w dół nie omawiam, gdyż to robi już dzisiejsza cywilizacja tzw. zachodu. Rozwój jest równoznaczny ze skalowaniem w górę, nie w dół. Jeśli ten przydługi artykuł ułatwi Czytelnikowi zadanie poznania samego siebie - ja poczuje się w pełni usatysfakcjonowany. Dziękuję za przeczytanie.

 

 

 


Pola oznaczone * są wymagane.


Uwaga! Wiedza zmieniająca światopoglądy! 

Wnioski zamieszczone na tej stronie są subiektywną prawdą autora,

i zrozumiałe jest, że mogą rodzić kontrowersje.

 

Fanpage