Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Oświecenie

Od opublikowania książki obserwuję bardzo ciekawe zjawisko, polegające na „nawracaniu” mnie przez wielu ludzi, z których każdy bez wyjątku zwracając się do mnie twierdzi, że jego jedynym motywem do kontaktu jest osiągnięte przez niego „oświecenie”. Z szacunkiem i pełnym zaangażowaniem rozmawiam ze wszystkimi osobami zwracającymi się do mnie w taki sposób, ale częstość tego zjawiska nasunęła mi pomysł wyjaśnienia koncepcji "oświecenia" w dzisiejszym świecie. 

 

 

Otóż czym jest to wspomniane „oświecenie”? Istnieje według mnie niesłuszny pogląd, iż jest to stan końcowy rozwoju duchowego, w którym człowiek staje się omnibusem absolutnym, zna prawdę uniwersalną i posiada tak wielką mądrość, że już nie ma się czego na świecie uczyć. Z przykrością ale i szacunkiem wszechobecnym muszę poinformować, że stan taki nie jest oświeceniem, tylko głupotą. Oświecenie bowiem nie jest celem- tylko metodą. To nie jest stan końcowy, bo taki w ogóle nie istnieje- poza przypadkiem napełnienia się poglądami aż po samą szyję tak, że nic więcej się w człowieku nie zmieści- na stan taki buddyści mówią „pełna filiżanka”. Miałem w życiu wielu nauczycieli duchowych, z których lepsi stosowali coś, co mnie na początku bardzo dziwiło- otóż dziękowali oni uczniom za rozmowę, tak, jakby to oni mieli się nauczyć więcej niż uczeń. Dopiero po latach zrozumiałem, że to dokładnie tak jest. Oświecenie jest takim stanem umysłu, w którym nigdy się niczego nie neguje- ale i niczego nie przyjmuje na słowo. Co lepsi z tych nauczycieli na początku dziękowali uczniom za rozmowę, życząc im, aby ta konwersacja miała na nich tak samo oświecający wpływ jak na nauczyciela. Na kolejnym spotkaniu nauczyciel podawał swoje wnioski z poprzedniego, wskazując czego SAM SIĘ NAUCZYŁ. Z radością dziecka oświadczał, iż ostatnia rozmowa „oświeciła go” w kwestii takiej to a takiej, pomogła mu zrozumieć to czy tamto. Nauczyciele tej klasy nigdy nie przypisywali sobie „prawd jedynie słusznych” i zawsze zamiast wbijać człowiekowi poglądy do głowy- prowokowali go do samodzielnego myślenia. Oświecenie w ich opinii stanowiło stan otwartości umysłu, w którym wiedza prowadzi do zrozumienia, a nie pychy czy próżności. Jest to coś dziś bardzo rzadkiego, dziś oświecenie oznacza właśnie stan bycia omnibusem. Stan zamknięcia się na cokolwiek nowego. A to jest samobójstwem mentalnym, to prowadzi do zamknięcia się w samotni jednego poglądu  i uniemożliwia nauczenie się czegokolwiek już do końca życia. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja nie twierdzę, że należy swoje poglądy wyrzucać na śmietnik od razu po spotkaniu następnych, ani że każdy nowy powinno się przyjmować- bo to także ekstremum. I jak wiadomo każde ekstremum jest chorobą. Oczywiście, że trzeba mieć swoje poglądy, i siebie szanować jako samodzielną jednostkę, ale ludzie, od których czuć najwyższe drgania, posiadają w sobie to poszukiwane „oświecenie” nie jako klapki na oczach i przekonanie że „moja racja jest mojsza”, tylko otwarty umysł, który samodzielnie jest w stanie analizować otoczenie, bez potrzeby wspierania się na niczym. Pogląd wmawiający człowiekowi jedyną słuszną racje na świecie bowiem ma tak niszczycielskie działanie, że uprawnia człowieka w jego przekonaniu nawet do wszczynania wojen o słuszność tychże racji. Prowadzi w prostej linii do debilizmu bliskiego nieskończoności, a nie do mądrości- która powinna być wynikiem oświecenia. I to jest największa różnica pomiędzy oświeceniem, a głupotą. Mam nadzieję, że nikogo tym tekstem nie uraziłem, i że każdy Czytelnik wyniesie z niego coś pożytecznego a żaden nie odejdzie w poczuciu urażonej ambicji. Bowiem oświecenie wiąże się z pokorą właśnie dlatego, że umysł oświecony umie docenić drgania (wibracje, częstotliwości myśli- niepotrzebne skreślić), które go rozwijają, niezależnie od reakcji ego. Stan oświecenia nie jest twardogłowiem, jest otwarciem umysłu i utrzymaniem tego stanu przez 24 godziny na dobę. Zawsze jest coś powyżej, zawsze jest czego się nauczyć. Ostatni człowiek uznany za omnibusa istniał na Ziemi w XVII wieku jeśli dobrze pamiętam, i było tak tylko dlatego, że poziom edukacji był wtedy zbyt niski, aby wiedzę omnibusa rzetelnie sprawdzić. Był to jeśli mnie pamięć nie myli brytyjski arystokrata. Dziś mamy wszystkie biblioteki świata na wyciągnięcie ręki- dosłownie, w postaci Internetu, dziś mamy także globalną komunikację i ogrom wiedzy do pochłonięcia dokładnie odwrotnie proporcjonalny do skromności i „oświecenia” jej posiadaczy. Einstein bardzo mądrze powiedział, że edukacja prowadzi do pokory, im ktoś jest mądrzejszy- tym sam o sobie uważa, że mniej wie. Tym jest bardziej zatem otwarty i gotowy na nowe myśli, poglądy i spojrzenia na świat. Nie wiem jak należałoby nazwać obecną degradację słowa „oświecenie”- może przeświecenie? Nie wiem, nie mi się wypowiadać, niech opowiedzą się specjaliści językowi. Jednak zjawisko uznania oświecenia za stan końcowy i posiadany przez 95% populacji jest dziś faktem. Zatem prosiłbym skromnie o wysłuchanie poniższego fragmentu filmu wielkiego i dożywotniego przyjaciela Alberta Einsteina, ze szczególnym zwróceniem uwagi na „mechaniczne serca, mechaniczne umysły”. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę jak inteligentny był to człowiek i jak bardzo Einstein go szanował. Tylko na ekranie ukazywał się jako przygłup w za dużych portkach, w rzeczywistości miał intelekt ostry jak brzytwa i serce wielkie jak Wieża Eiffla. Wiem, że już to wideo publikowałem, jednak jest warte powtórki i przemyśleń po stokroć. Zapraszam:

 

 


  

Dla kontrastu oto co dziś jest z oświeceniem często mylone.  Myślę, że to bardzo inspirująca kombinacja fragmentów filmowych.

Prawdy najwyższe i racje jedynie słuszne są przeciwieństwem oświecenia, w dowolnej dziedzinie.

Szczególnie samorozwoju...

 


Pola oznaczone * są wymagane.


Uwaga! Wiedza zmieniająca światopoglądy! 

Wnioski zamieszczone na tej stronie są subiektywną prawdą autora,

i zrozumiałe jest, że mogą rodzić kontrowersje.

 

Fanpage